sobota, 26 listopada 2016

Mężczyzna - gatunek zagrożony


Nie jest łatwa być mężczyzną kiedy świat powoli obraca się do góry nogami. Wcześniej również łatwo nie było, ale w ostatnich dekadach zmiany nabrały szczególnie niekorzystnego obrotu. Wszystko zaczęło się po dwóch wojnach światowych, kiedy zginęło  wielu mężczyzn, nieproporcjonalnie więcej niż kobiet. Doszło do przebudowania struktury społecznej i 'biologicznych 'mechanizmów adaptacyjnych. Jako, że podstawowe prawa biologiczne odnoszą się również do ludzi, to w okresie powojennym doszło do istotnych zmian adaptacyjnych międzypłciowych, które wpłynęły również na sytuację obecną. W przypadku ludzi, obok mechanizmów biologicznych, równolegle przebiegają zmiany intelektualne i świadomościowe. 

Wobec zachwiania struktury społecznej po II Wojnie Światowej, powstała znacząca dysproporcja liczebności kobiet i mężczyzn. Następstwem tego procesu było odwrócenie typowego mechanizmu doboru partnerów i tworzenia związków, w których zmniejszała się rola mężczyzn na bardziej pasywną, a dominować zaczęły kobiety. Mężczyźni, będąc w mniejszości byli uprzywilejowani i to oni dokonywali selekcji potencjalnej partnerki. Kobiety musiały niejako ,rywalizować' między sobą o mężczyznę, który w tamtym czasie był towarem deficytowym. Ta wygodna bierność mężczyzn spowodowała utratę instynktu biologicznego jakim jest zdobywanie i dbanie o partnerki oraz rywalizacja z konkurentami. Mężczyźni stawali się coraz mniej męscy. Przestawali wywiązywać się z podstawowych zadań: zdobywania partnerki, posiadanie potomstwa i zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Oczywiście ten proces demaskulinizacji spotkał się z naturalną reakcją kobiet. Otóż w sytuacji słabych, wygodnych i niestabilnych partnerów słabo rokujących na wiernych mężów i opiekuńczych ojców, kobiety naturalnie przeorientowały swoje cele zaczynając od sfery intelektualnej i psychicznej. Skoro mężczyźni nie wywiązywali się z roli patriarchalnej, utrwalonej ewolucyjnie przez tysiące lat, to znaczy, że nie są oni niezastąpieni. Skoro nie można z nimi, trzeba nauczyć się żyć obok, a czasem i bez nich. Doszło to złamania wielu dogmatów społecznych. 
Nastąpił proces feminizacji oraz demaskulinizacji, doszło do wzmocnienia modelu matriarchalnego. 

Okres powojenny, obok zmiany demograficznych, przyniósł również wieloletnią traumatyzację społeczną. Po tak wielkiej tragedii i cierpieniu zadanemu ludziom kolejne pokolenia opłakiwały bliskich i przyjaciół. W  warunkach zbiorowej traumy trudniej odnajdują się mężczyźni mający znacznie mniejsze zasoby inteligencji emocjonalnej. Nie bez powodu odsetek samobójstw jest większy u mężczyzn, łatwiej też uciekają oni od problemów w różnego rodzaju uzależnienia. W obliczu przewlekłego stresu mężczyźni łatwiej stają się dysfunkcyjni społecznie. Taka kolektywna męska trauma pojawiła się po wojnie, a ukojenia na horyzoncie nie było. Kobietom było wtedy trochę łatwiej, gdyż będąc ewolucyjnie predysponowanymi do odnajdywania sensu w ukochanych dzieciach, potrafiły znaleźć ukojenie. 

Postępująca feminizacja kobiet stała się procesem zrozumiałym, ale przybrała formę reakcji łańcuchowej. Kobiety rozpoczęły drogę ku kobiecości. Dokonały korekty ewolucji, czy słusznej czas pokaże.  W tym samym czasie rozpoczął się równoległy proces demaskulinizacji mający wielokierunkowe oblicze:

1. Od dekad obserwowany jest spadek poziomu testosteronu u mężczyzn. Proces ten wynika ze zmiany stylu życia i oddalania się od ewolucyjnego archetypu mężczyzny. Pewne zachowania są biologicznie uprzywilejowane i wzmacniają reakcje fizjologiczne powodujące wzrost testosteronu. Organizm męski jest biologicznie przygotowany  do mechanizmu walki i ucieczki. Faworyzowane są dwa typy reakcji: współczulna związana z wyrzutem amin katecholowych ( adrenalina, noradrenalina, dopamina) oraz przywspółczulna ( stymulacja n. błędnego), odpoczynek, relaks przygotowanie do kolejnej walki. Jest to mechanizm ewolucyjny wypracowany przez tysiące lat, więc zmiany społeczne obserwowane przez ostatnie dekady, niezgodne z wzorcem biologicznym, prowadzą do zaburzeń funkcjonowania męskiego organizmu. Wobec kardynalnej zmiany stylu życia - praca biurowa, intelektualna, siedzący tryb życia- nie ma impulsów podnoszących testosteron. Nie chodzi tu tylko o hormony, ale również męski sposób reagowania na bodźce. W konsekwencji utrwala się styl życia w trybie oczekiwania, bez 'walki i ucieczki', co u mężczyzn sprzyja odpowiedzi typu przewlekłego stresu i produkcji steroidów jak kortyzol. Wzrasta również otyłości brzuszna, rośnie poziom cholesterolu- a wszystko kosztem testosteronu, który powstaje w tych samych szlakach metabolicznych. 

2. Rozwój technologii cyfrowych spowodował, że świat podzielił się na rzeczywistość wirtualną i realną. Oczywiście wobec swoich słabych zasobów emocjonalno-społecznych mężczyźni stali się łatwymi ofiarami internetu oraz gier komputerowych. Rzeczywistość komputerowa w pewien sposób znakomicie odpowiada binarnym skłonnościom męskiego umysłu z programem zero-jeden, prawda-fałsz.  Świat  cyfrowy jest bezemocjonalny, przez co łatwo zasysa raczkujące męskie pragnienia. 

3. Dzisiaj realizowanie większości sowich potrzeb może odbywać się prze kliknięcie klawisza, podajesz numer karty i otrzymujesz to za co płacisz. Biologicznie nie ma w tym nic męskiego. Oczywiście, aby wydawać trzeba najpierw umieć pieniądze zarabiać. Dla wielu im więcej na koncie tym tym bardziej macho, ale prawda jest taka, że wielkość portfela koreluje z wielkością ego i nic poza tym. Nie chodzi bowiem o ilość pieniędzy, tylko o sposób ich zarabiania.


4.  Wszechobecna pornografia stała się przekleństwem obecnej epoki. Niestety trafia w samo sedno męskich potrzeb, czyli  quasi sex na życzenie, bez wychodzenia z domu, za darmo i bez narażania się na damskiego focha. Jest to z całą pewnością dominująca przyczyna uprzedmiotowienia relacji damsko-męskich.

Kryzys męskości jest faktem niepodważalnym. Przyszłość nie rysuje się kolorowo w kontekście przemian społecznych.  To czego można się spodziewać i po części już się dzieje to polaryzacja wzorca zachowania męskiego. Z jednej strony silny przerysowany archetyp męski, z drugiej strony 'miękki' chłopiec bez tożsamości płciowej z silnie zakorzenionym stereotypem kulturowym i obyczajowym.

środa, 23 listopada 2016

Elektrowstrzsy najskuteczniejsze w leczeniu ciężkiej depresji


Dla wielu osób cierpiących z powodu ciężkiej depresji elektrowstrząsy są najlepszą metodą leczenia. Terapia ta jest wykonywana w znieczuleniu ogólnym i jest obecnie zupełnie bezbolesna. Obok depresji stosowana jest w manii lub katatonii. Po raz pierwszy została zastosowana w 1938 roku. Elektrowstrząsy mogą być metodą ratującą życie u osób z nasilonymi myślami samobójczymi i dużym ryzykiem ich realizacji, gdyż leki przeciwdepresyjne działają dopiero po kilku tygodniach, a czasami nie działają wcale. Elektrowstrząsy są dość skuteczne, jednak efekt ich działania zanika z czasem i trzeba je powtarzać.  Dokładny mechanizm działania nie jest poznany. Wiadomo, że bodziec elektryczny powoduje zmianę aktywności bioelektrycznej mózgu podobnej do napadu padaczkowego. Dochodzi wtedy do gwałtownego uwolnienia neuroprzekaźników aktywujących w ośrodkowym układzie nerwowym oraz pobudzenia osi podwzgórze-przysadka. Wykazano, że zmiany receptorowe w obrębie głównych neurotransmiterów mózgu ulegają podobnej zmianie jak po długotrwałym leczeniu lekami przeciwdepresyjnymi. Poprawa występuje dość szybko, czasem od razu, a czasem dopiero po kilku sesjach. W badaniach neuroobrazowych obserwowano zmianę aktywności w okolicach czołowo-oczodołowych  oraz w obszarze przyśrodkowych płatów skroniowych.
Zwykle jeden zabieg nie wystarcza, a nawrotu pojawiają się po kilku miesiącach.  Około połowa osób, u których wystąpiła poprawa, będzie miała nawroty depresji w ciągu następnego roku, z czego jedna trzecia w ciągu pierwszych 6 miesięcy. Niektórzy chorzy otrzymują 6 do 12 sesji w ciągu kilku tygodni. Oczywiście terapia elektrowstrząsami odbywa się pod kontrolą anestezjologa, podawane są leki rozluźniające mięśnie, a chory nie pamięta potem  zabiegu. W niektórych przypadkach obok elektrowstrząsów równolegle stosuje się farmakoterapię.  Same leki przeciwdepresyjne okazywały się pomocne jedynie u ok 30% osób z ciężką depresją, natomiast elektrowstrząsy były skuteczne u 50-70% chorych (1997  Acta Psychiatrica Scandinavia). Główne objawy niepożądane to zaburzenia pamięci głównie krótkotrwałej, wzrost ciśnienia tętniczego w trakcie zabiegu. Niekiedy może dojść do poważnych komplikacji jak migotanie komór, zatrzymanie akcji serca czy stanu padaczkowego. W żadnym z wielu badań nie odnotowano uszkodzenia strukturalnego tkanki mózgowej po elektrowstrząsach. Co bardzo ważne, elektrowstrząsy są jedyną bezpieczną metodą leczenia depresji w kobiet w ciąży we wszystkich trzech trymestrach.  Kobiety są również najczęściej leczone ta metoda, bo stanowią aż 70% chorych. Według zaleceń WHO elektrowstrząsy mogą być stosowane tylko u osób, które wyraziły świadomą zgodę na leczenie. Metoda ta nie może być użyta wbrew woli lub braku zgody chorego.
_ _ _ _ _ _ _ 
Elektrowstrząsy to najskuteczniejsza metoda leczenia ciężkiej lub lekoopornej depresji. Wymaga powtarzania zabiegów, a jej skuteczność jest krótkotrwała. Może być jako jedyna stosowana bezpiecznie u kobiet w czasie całej ciąży.

niedziela, 20 listopada 2016

Ranking uniwersytetów - czarny stan umysłu


Ranking uniwersytetów przygotowany przez QS World University Rankings 2016-2017 pokazuje, że światowa czołówka to uczelnie amerykańskie i brytyjskie, przedziela je jedynie będący na 8. miejscu uniwersytet ETH Zurich - Swiss Federal Institute of Technology. W rankingu pierwsze miejsce zajmuje amerykański Massachusetts Institute of Technology, dalej są Uniwersytety Stanford, Harvard i Cambridge. A oto wyniki polskich uczelni, najwyżej uplasował się Uniwersytet Warszawski miejsce 366, dalej jest Uniwersytet Jagielloński na pozycjach 431-440.  Ranking uwzględniał 6 kategorii: ocena środowiska akademickiego (40%), ocena pracowników uczelni (10%), liczba cytowań (20%), wskaźnik wykładowców na jednego studenta (20%), liczba międzynarodowych wykładowców (5%) i studentów (5%). Pośród uczelni z byłego bloku sowieckiego najwyżej znalazł się rosyjski  Lomonosov Moscow State University miejsce 108, najwyżej notowana niemiecka uczelnia to Technical University of Munich - 60 pozycja.  


                     Polskie uczelnie w QS World University Rankings 2016/17


















      Lista najlepszych uniwersytetów wg QS World University Rankings 2016-2017
























Ranking pokazuje, że bezkonkurencyjne są uczelnie anglosaskie, które zajmują czołowe lokaty. Uniwersytety z pozostałych krajów stanowią zaledwie tło dla szkół brytyjski i amerykański. Jednak skrajnie daleka pozycja polskich uczelni, dopiero w czwartej setce musi szokować. Czy stan polskiej nauki i szkół wyższych jest tak słaby czy to tylko niedoskonałość rankingu, który faworyzuje uczelnie anglosaskie? Niestety wyniki te są powtarzalne od lat i to bez względu na to, kto ten ranking opracował. Jest to prawda nad wyraz smutna i bolesna. Nie da się ukryć, że szkolnictwo w Polsce jest słabej jakości, zacofane I niedofinansowane. Ciągle króluje wiedza encyklopedyczna, wkuwanie na pamięć lub recytowanie książek, natomiast umiejętności logicznego myślenia, wyciągania wniosków, analizy danych czy myślenia interdyscyplinarnego są pomijane. Skoro jest diagnoza to warto przyjrzeć się jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy. 
Początek niszczenia  nauki i szkolnictwa rozpoczął się po II wojnie światowej światowej, a symptomatycznym momentem była ustawa z 1951 r. powołująca szczególną instytucję o nazwie Centralna Komisja Kwalifikacyjna. Instytucja ta miała za zadanie nadawać stopnie naukowe doktorom, habilitantom i profesorom. Decyzje podejmowała  centralnie i arbitralnie zgodnie z sowiecką myślą propagandową. Kadry dobierano tak, aby realizowały wizję polityczną, a nie merytoryczny. Już na najniższych szczeblach kadr naukowych począwszy od asystenta, adiunkta czy docenta dokonywał się dobór  kandydatów tak, by wiernie służyli sowieckiej propagandzie. Należy wspomnieć, że w dwudziestoleciu międzywojennym tytuły naukowe doktora czy profesora nadawane były przez uniwersytety jako instytucje naukowe i to one, a nie upolitycznione gremia centralne, kształtowały kadry naukowe. Przez 50 lat komunizmu, niszczono politycznie naukę polską i naukowców. Po 89. roku nic szczególnego się nie zmieniło, ta sama przewodnia myśl z okresu sowieckiego ma się bardzo dobrze. W 2003 r. zmieniono nazwę Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej na Centralną Komisja ds Tytułów i Stopni Naukowych. Oto jest cała zmiana. Warto wspomnieć że w znakomitym systemie anglosaskim nikt nigdy nie słyszał o tytule docenta czy habilitacji. Na uczelniach brytyjskich i amerykańskich tytuł profesora otrzymują osoby, które wykazały się znakomitym dorobkiem naukowym. Nie potrzeba politycznego komitetu naukowego, który będzie centralnie sterować nauką i naukowcami. Analizując skład osobowy Centralnej Komisji począwszy od lat dziewięćdziesiątych trudno zauważyć nowe twarze. Są to ciągle te same osoby, które przez dekady decydują kto awansuje i kto będzie wykluczony.
Kolejnym problemem, obok centralnego sterowania nauką, jest system organizacji uczelni oraz kadr naukowych. Po pierwsze, zarobki naukowców są tak marne, że główną ich aktywnością jest poszukiwanie dodatkowych dochodów. Zwykle są to dwie opcje, albo praca na kilku etatach, albo biegłość w pozyskiwaniu grantów. Żadne z tych dwóch rozwiązań nie sprzyja rozwojowi naukowemu i prowadzeniu zaawansowanych badań. Młodzi naukowcy rozliczani są z liczby publikacji oraz dorobku w postaci Impact Factor.  Gdy w rocznej ocenie aktywności naukowej dany naukowiec nie spełnią wymagań, to może zostać wyrzucony z uczelni.  Zatem atmosfera nie sprzyja klimatowi prowadzenia badań naukowych. Praca na uczelni to walka o utrzymania stanowiska i pogoń za godnymi zarobkami.
Smutna to prawda, że polskie uczelnie plasuje się dopiero w 4. setce uniwersytetów na świecie. Nauka to zawsze najbardziej subtelny wskaźnik zamożności społeczeństwo. Brak dobrych uczelni skutkuje tym, że państwo musi kupować technologie. To właśnie uniwersytety wychowują liderów, którzy pełnią wiodącą rolę we wszystkim dziedzinach życia publicznego. Gdy nie ma liderów nie ma elit, gdy nie ma elit wtedy rządzą masy.