niedziela, 20 listopada 2016

Ranking uniwersytetów - czarny stan umysłu


Ranking uniwersytetów przygotowany przez QS World University Rankings 2016-2017 pokazuje, że światowa czołówka to uczelnie amerykańskie i brytyjskie, przedziela je jedynie będący na 8. miejscu uniwersytet ETH Zurich - Swiss Federal Institute of Technology. W rankingu pierwsze miejsce zajmuje amerykański Massachusetts Institute of Technology, dalej są Uniwersytety Stanford, Harvard i Cambridge. A oto wyniki polskich uczelni, najwyżej uplasował się Uniwersytet Warszawski miejsce 366, dalej jest Uniwersytet Jagielloński na pozycjach 431-440.  Ranking uwzględniał 6 kategorii: ocena środowiska akademickiego (40%), ocena pracowników uczelni (10%), liczba cytowań (20%), wskaźnik wykładowców na jednego studenta (20%), liczba międzynarodowych wykładowców (5%) i studentów (5%). Pośród uczelni z byłego bloku sowieckiego najwyżej znalazł się rosyjski  Lomonosov Moscow State University miejsce 108, najwyżej notowana niemiecka uczelnia to Technical University of Munich - 60 pozycja.  


                     Polskie uczelnie w QS World University Rankings 2016/17


















      Lista najlepszych uniwersytetów wg QS World University Rankings 2016-2017
























Ranking pokazuje, że bezkonkurencyjne są uczelnie anglosaskie, które zajmują czołowe lokaty. Uniwersytety z pozostałych krajów stanowią zaledwie tło dla szkół brytyjski i amerykański. Jednak skrajnie daleka pozycja polskich uczelni, dopiero w czwartej setce musi szokować. Czy stan polskiej nauki i szkół wyższych jest tak słaby czy to tylko niedoskonałość rankingu, który faworyzuje uczelnie anglosaskie? Niestety wyniki te są powtarzalne od lat i to bez względu na to, kto ten ranking opracował. Jest to prawda nad wyraz smutna i bolesna. Nie da się ukryć, że szkolnictwo w Polsce jest słabej jakości, zacofane I niedofinansowane. Ciągle króluje wiedza encyklopedyczna, wkuwanie na pamięć lub recytowanie książek, natomiast umiejętności logicznego myślenia, wyciągania wniosków, analizy danych czy myślenia interdyscyplinarnego są pomijane. Skoro jest diagnoza to warto przyjrzeć się jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy. 
Początek niszczenia  nauki i szkolnictwa rozpoczął się po II wojnie światowej światowej, a symptomatycznym momentem była ustawa z 1951 r. powołująca szczególną instytucję o nazwie Centralna Komisja Kwalifikacyjna. Instytucja ta miała za zadanie nadawać stopnie naukowe doktorom, habilitantom i profesorom. Decyzje podejmowała  centralnie i arbitralnie zgodnie z sowiecką myślą propagandową. Kadry dobierano tak, aby realizowały wizję polityczną, a nie merytoryczny. Już na najniższych szczeblach kadr naukowych począwszy od asystenta, adiunkta czy docenta dokonywał się dobór  kandydatów tak, by wiernie służyli sowieckiej propagandzie. Należy wspomnieć, że w dwudziestoleciu międzywojennym tytuły naukowe doktora czy profesora nadawane były przez uniwersytety jako instytucje naukowe i to one, a nie upolitycznione gremia centralne, kształtowały kadry naukowe. Przez 50 lat komunizmu, niszczono politycznie naukę polską i naukowców. Po 89. roku nic szczególnego się nie zmieniło, ta sama przewodnia myśl z okresu sowieckiego ma się bardzo dobrze. W 2003 r. zmieniono nazwę Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej na Centralną Komisja ds Tytułów i Stopni Naukowych. Oto jest cała zmiana. Warto wspomnieć że w znakomitym systemie anglosaskim nikt nigdy nie słyszał o tytule docenta czy habilitacji. Na uczelniach brytyjskich i amerykańskich tytuł profesora otrzymują osoby, które wykazały się znakomitym dorobkiem naukowym. Nie potrzeba politycznego komitetu naukowego, który będzie centralnie sterować nauką i naukowcami. Analizując skład osobowy Centralnej Komisji począwszy od lat dziewięćdziesiątych trudno zauważyć nowe twarze. Są to ciągle te same osoby, które przez dekady decydują kto awansuje i kto będzie wykluczony.
Kolejnym problemem, obok centralnego sterowania nauką, jest system organizacji uczelni oraz kadr naukowych. Po pierwsze, zarobki naukowców są tak marne, że główną ich aktywnością jest poszukiwanie dodatkowych dochodów. Zwykle są to dwie opcje, albo praca na kilku etatach, albo biegłość w pozyskiwaniu grantów. Żadne z tych dwóch rozwiązań nie sprzyja rozwojowi naukowemu i prowadzeniu zaawansowanych badań. Młodzi naukowcy rozliczani są z liczby publikacji oraz dorobku w postaci Impact Factor.  Gdy w rocznej ocenie aktywności naukowej dany naukowiec nie spełnią wymagań, to może zostać wyrzucony z uczelni.  Zatem atmosfera nie sprzyja klimatowi prowadzenia badań naukowych. Praca na uczelni to walka o utrzymania stanowiska i pogoń za godnymi zarobkami.
Smutna to prawda, że polskie uczelnie plasuje się dopiero w 4. setce uniwersytetów na świecie. Nauka to zawsze najbardziej subtelny wskaźnik zamożności społeczeństwo. Brak dobrych uczelni skutkuje tym, że państwo musi kupować technologie. To właśnie uniwersytety wychowują liderów, którzy pełnią wiodącą rolę we wszystkim dziedzinach życia publicznego. Gdy nie ma liderów nie ma elit, gdy nie ma elit wtedy rządzą masy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz