The Mind
by Alan Kolski
sobota, 28 października 2017
piątek, 20 października 2017
Za zdrowie trzeba płacić .... pieniędzmi
Przyzwyczajenie, że opieka zdrowotne jest darmowa to największe oszustwo społeczne, które w dodatku udało się skutecznie upowszechnić. Za zdrowie trzeba płacić i tylko wtedy ma ono swoją wymierną wartość. Płacenie mizernej składki zdrowotnej w żadnej mierze nie jest ekwiwalentem domaganie się bezpłatnego leczenia. Zatem pojawia się pytanie, jak to się stało, że jednak obywatel w dobie kapitalizmu domaga się leczenia za darmo, a za wszystko inne gotowy jest płacić, i to słono ? Otóż, wmówiono ludziom, że choroby to przypadek losowy, który może spotkać każdego, dlatego wszyscy ludzie powinni się zrzucać na wspólne dobro jakim jest zdrowie ogółu. To oczywiście socjalistyczne utopie i to w dodatku nieprawdziwe. Kto mądrzejszy i jeszcze jest w stanie czytać ze zrozumieniem wie, że oprócz predyspozycji genetycznych, które wydają się odgrywać coraz mniejszą rolę, najważniejszy jest styl życia i nawyki prozdrowotne. Bo na przykład dlaczego ktoś kto całe życie pali i pije, czyli zwiększa ryzyko utraty zdrowia ma dostać tyle samo co ktoś kto te ryzyko minimalizuje. A no dlatego, że tak mówi marksistowska ideologia, czyli ostatnia wyspa socjalizmu w kapitaliźmie. Wszyscy są zgodni, że aby mieć DOBRE auto, telefon, dom etc. to trzeba za to zapłacić sporo, ale za to leczenie ma być za darmo, czyli jakie ? Nie ma wątpliwości, że opieka zdrowotna ma być dobra, tylko wmówiono ludziom, że nie trzeba za to płacić. Więc elektorat chętnie wyda kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy na samochód i to często na kredyt, ale za zdrowie płacić już nie chce, bo nie musi. Dlatego dostaje byle co i co dziwniejsze to byle co ceni bo jest za DARMO.
Dlaczego ta najważniejsza wartość jaką jest zdrowie wyceniana jest tak nisko ? Dlaczego nikt nie pyta - płacę i wymagam ? Pewnie dlatego, że nie płacę, więc zgadzam się na bylejakość. Jest to obecnie wielki problem społeczeństw rozwiniętych z nadopiekuńczą pomocą społeczną państwa. Pamiętając, że większość społeczeństwa to leniwe i śpiące jednostki, przez niektórych nazywane, może zbyt ostro, karaluchami wszystkojedzącymi, nie należy spodziewać się rozsądnych wyborów, tylko podążanie za instynktem biologicznym na poziomie pierwszych pięter piramidy Maslowa. Taka jednostka ceni tylko to za co płaci, dlatego zdrowia nie ceni, bo jest za darmo. Więc przeciętny obywatel żre, pali i pije ile dusza zapragnie, a potem i tak będzie leczony za darmo.
Dzisiaj strajkują rezydenci - a to obywatele powinni być na ulicach, aby walczyć o swoje zdrowie, o jakość leczenia. Dlaczego nie ma ludzi na ulicach z tabliczka 6,8%? Bo są zadowoleni i akceptują tę szczodrą opiekę zdrowotną. A lekarz i tak zawsze był wrogiem ploretariatu, jedni chcieli wsadzić lekarzy w kamasze, inni wyzywali od złodziei, ale koniec końców, gdy każdy z tych jajogłowych polityków staje oko w oko z lekarzem, to wtedy odwagi brak.
Warto również zwrócić uwagę na zjawisko odwróconej piramidy społecznej, gdzie wierzchołek, czyli elity zostały przesunięte na sam dół, a władzę dzierżą proste masy - podstawa piramidy. Jest to niebezpieczny trend prowadzący do zachwiania bezpieczeństwa struktury społecznej i stworzenia prostej, prymitywnej masy organicznej.
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Efekt Lucyfera
„Dopiero przekuta na chroniczny strach,
władza staje się doskonała"
Eric Hoffer: "Żarliwość umysłu”
„Moc tworzenia „Wroga”
"Możni
z reguły nie wykonują sami najbrudniejszej roboty, podobnie jak mafia
zostawia „spuszczanie łomotu” swoim sługusom. Systemy tworzą hierarchie
dominacji, w których wpływy i komunikacja przebiegają z góry na
dół – rzadko z dołu do góry. Jeżeli elita władzy chce zniszczyć wrogą
nację, wykorzystuje ekspertów od propagandy do stworzenia programów nienawiści.
Czegóż takiego potrzebują obywatele jednego społeczeństwa, by tak bardzo
znienawidzić obywateli drugiego, by chcieć ich odseparować, dręczyć, a nawet
zabić? Potrzebna jest do tego „nienawistna wyobraźnia”, psychologiczna
konstrukcja, która za pomocą propagandy zostaje zagnieżdżona głęboko
w umysłach ludzi, przemieniając innych we „Wroga”. Taki obraz stanowi dla
żołnierza najpotężniejszy motyw działania, ładując jego karabin amunicją
nienawiści i strachu. Obraz odrażającego wroga, będącego zagrożeniem dla
dobrobytu jednostek oraz bezpieczeństwa narodowego, powoduje, że matki
i ojcowie wysyłają synów na wojnę, oraz pozwala rządom tak przestawiać
priorytety, by przekuwać lemiesze w miecze zniszczenia.
To wszystko dokonuje się za pomocą słów i obrazów. Można tu nieco zmodyfikować stare porzekadło: kamienie i kije mogą połamać Ci kości, ale wyzwiska nierzadko mogą Cię zabić. Proces rozpoczyna się od stworzenia stereotypowego obrazu innego człowieka, jego zdehumanizowanego postrzegania jako bezwartościowego, ale zarazem wszechpotężnego Obcego, istoty demonicznej, abstrakcyjnego potwora, jako fundamentalnego zagrożenia dla czczonych przez nas wartości i przekonań. W obliczu rozpętanego publicznie strachu oraz zbliżającego się zagrożenia ze strony wroga, rozsądni ludzie postępują irracjonalnie, osoby niezależne działają w sposób bezmyślnie konformistyczny, a pacyfiści postępują jak wojownicy. Dramatyczne obrazy przedstawiające wroga na plakatach, w telewizji, na okładkach czasopism, w filmach i w Internecie odbijają się w zakamarkach układu limbicznego, prymitywnego mózgu wyposażonego w potężne emocje w postaci strachu i znajdującego się na ścieżce wojennej, a także odsłania siły transformujące, oddziaływujące za pomocą tych „obrazów wroga”na ludzką psychikę. Usprawiedliwienia chęci zniszczenia tych zagrożeń są w rzeczywistości rodzajem refleksji, propozycją wyjaśnienia przeznaczonego do oficjalnego protokołu, lecz nie nadającego się do krytycznej analizy szkód, jakie mają być lub mogą być wyrządzone.
Z najbardziej ekstremalnym wydaniem oddziaływania tej wrogiej wyobraźni mamy oczywiście do czynienia wtedy, gdy prowadzi ona do ludobójstwa, równoznacznego z dążeniem jednych ludzi do eliminacji wszystkich tych, którzy zostali zdefiniowani jako ich wrogowie. Znane są nam niektóre sposoby, wykorzystywane przez maszynę propagandową Hitlera, która przemieniła żydowskich sąsiadów, współpracowników, a nawet przyjaciół, w znienawidzonych wrogów państwa, zasługujących na „ostateczne rozwiązanie”. Ten proces przeniknął do podręczników szkół podstawowych za pomocą obrazów i tekstów, które przedstawiały wszystkich Żydów jako zasługujących na pogardę i niewartych ludzkiego współczucia. W tym miejscu chciałbym pokrótce rozważyć przykład z niedawnej historii, kiedy to próba ludobójstwa w połączeniu z gwałtami posłużyły jako oręż przeciwko człowieczeństwu. Następnie pokażę, jak jeden z aspektów tego skomplikowanego procesu psychologicznego – czynnik dehumanizacji, może być analizowany w kontrolowanych eksperymentach, w których dla potrzeb analizy systemowej wyodrębnia się jego najistotniejsze elementy (...)”
To wszystko dokonuje się za pomocą słów i obrazów. Można tu nieco zmodyfikować stare porzekadło: kamienie i kije mogą połamać Ci kości, ale wyzwiska nierzadko mogą Cię zabić. Proces rozpoczyna się od stworzenia stereotypowego obrazu innego człowieka, jego zdehumanizowanego postrzegania jako bezwartościowego, ale zarazem wszechpotężnego Obcego, istoty demonicznej, abstrakcyjnego potwora, jako fundamentalnego zagrożenia dla czczonych przez nas wartości i przekonań. W obliczu rozpętanego publicznie strachu oraz zbliżającego się zagrożenia ze strony wroga, rozsądni ludzie postępują irracjonalnie, osoby niezależne działają w sposób bezmyślnie konformistyczny, a pacyfiści postępują jak wojownicy. Dramatyczne obrazy przedstawiające wroga na plakatach, w telewizji, na okładkach czasopism, w filmach i w Internecie odbijają się w zakamarkach układu limbicznego, prymitywnego mózgu wyposażonego w potężne emocje w postaci strachu i znajdującego się na ścieżce wojennej, a także odsłania siły transformujące, oddziaływujące za pomocą tych „obrazów wroga”na ludzką psychikę. Usprawiedliwienia chęci zniszczenia tych zagrożeń są w rzeczywistości rodzajem refleksji, propozycją wyjaśnienia przeznaczonego do oficjalnego protokołu, lecz nie nadającego się do krytycznej analizy szkód, jakie mają być lub mogą być wyrządzone.
Z najbardziej ekstremalnym wydaniem oddziaływania tej wrogiej wyobraźni mamy oczywiście do czynienia wtedy, gdy prowadzi ona do ludobójstwa, równoznacznego z dążeniem jednych ludzi do eliminacji wszystkich tych, którzy zostali zdefiniowani jako ich wrogowie. Znane są nam niektóre sposoby, wykorzystywane przez maszynę propagandową Hitlera, która przemieniła żydowskich sąsiadów, współpracowników, a nawet przyjaciół, w znienawidzonych wrogów państwa, zasługujących na „ostateczne rozwiązanie”. Ten proces przeniknął do podręczników szkół podstawowych za pomocą obrazów i tekstów, które przedstawiały wszystkich Żydów jako zasługujących na pogardę i niewartych ludzkiego współczucia. W tym miejscu chciałbym pokrótce rozważyć przykład z niedawnej historii, kiedy to próba ludobójstwa w połączeniu z gwałtami posłużyły jako oręż przeciwko człowieczeństwu. Następnie pokażę, jak jeden z aspektów tego skomplikowanego procesu psychologicznego – czynnik dehumanizacji, może być analizowany w kontrolowanych eksperymentach, w których dla potrzeb analizy systemowej wyodrębnia się jego najistotniejsze elementy (...)”
Wpis z książki: Philip Zimbardo. „Efekt Lucyfera”.
środa, 30 listopada 2016
Glejak - mały krok naprzód
Glejak wielopostaciowy to najbardziej złośliwy pierwotny guz mózgu.
Rokowanie w tej chorobie jest bardzo złe, a średni czas przeżycia od momentu
rozpoznania to kilkanaście miesięcy. Glejak wielopostaciowy to guz o czwartym stopniu złośliwości, który najczęściej
wykrywany jest między trzecią a czwartą dekadą życia. Nie udało się
jednoznacznie ustalić czynników ryzyka występowania tego nowotworu. Guz zwykle
atakuje nagle, często chorują osoby będące w pełni zdrowia i świetnie
funkcjonujące. Choroba dotyka częściej mężczyzn, jednak kobiety
przeżywają nieco dłużej.
Niestety prognozy dla glejaka wielopostaciowego od zawsze są dramatycznie
złe i nic szczególnego w tej kwestii w ostatnich latach się nie zmieniło.
Standardowe leczenie polegam na resekcji chirurgicznej oraz radio i
chemoterapii. Mimo tak agresywnej terapii niewiele osób przeżywa 2 lata.
Taki wygląda przebieg tej choroby u większości pacjentów. Jest to zawsze dramat
osobisty pacjenta oraz tragedia rodzin i bliskich. Szczególnie przerażająca
jest świadomość, że choroba ta jest nieuleczalne i zabija w ciągu kilkunastu
miesięcy.
Okazuje się jednak, że jest pewna grupa chorych, która zaprzecza
statystycznie dramatycznym rokowaniu w glejaku wielopostaciowym. Stwierdzono,
że 5 do 10% pacjentów przeżywa 5 lat. Obserwacja ta została udowodniona i
potwierdzona w wielu badaniach epidemiologicznych w różnych populacjach.
Natomiast blisko 1% osób z glejakiem wielopostaciowym przeżywa ponad 10 lat.
W tej grupie pacjentów całkowity czas przeżycia jest taki sam jak w populacji
ogólnej. Osoby te nie umierają z powodów glejaka.
Trzeba również podkreślić, że czas przeżycia u chorych z glejakiem wielopostaciowym nie jest funkcją liniową ,a rośnie logarytmicznie. Znaczy to tyle, że jeżeli na początku diagnozy szanse na przeżycie 5 lat wynoszą ok. 5% to po przeżyciu 5 lat szanse na przeżycie kolejnych 5 lat wyrastają do 50%.
Trzeba również podkreślić, że czas przeżycia u chorych z glejakiem wielopostaciowym nie jest funkcją liniową ,a rośnie logarytmicznie. Znaczy to tyle, że jeżeli na początku diagnozy szanse na przeżycie 5 lat wynoszą ok. 5% to po przeżyciu 5 lat szanse na przeżycie kolejnych 5 lat wyrastają do 50%.
Okazuje się, że glejak wielopostaciowy to nie jest jednorodny guz. Na
podstawie markerów genetycznych wyróżniono 4 typy tego guza. Zauważono
również, że typy te korelują z rokowaniem, co w pewien sposób tłumaczy tak
nietypowe długie okresy przeżycia. Równocześnie wiadomo, że lepsze wyniki
leczenia uzyskuje się u pacjentów z guzem zlokalizowanym w okolicy czołowej
półkuli niedominującej oraz u tych, którzy nie mieli deficytów
neurologicznych w momencie rozpoznania i zachowali pełną sprawność wykonywania
codziennych czynności. Ważnym czynnikiem rokowniczym jest uzyskanie całkowitej
resekcji guza podczas operacji.
Ostanie doniesienia naukowe z 2016 roku pokazują, że neurochirurgiczna
resekcja glejaka, obok pożądanego efektu usunięcia guza, może również sprzyjać
jego odrostowi. Okazuje się bowiem, że operacja glejaka wywołuje podobne
reakcje tkanki mózgowe jak uraz mózgu. W obu przypadkach obserwowane są podobne procesy naprawcze tkanki mózgowej jak np. tworzenie się blizny, proliferacja naczyń czy
napływ mikrogleju. Mechanizm ten ma za zadanie doprowadzić do odnowienia
uszkodzonej tkanki mózgu. Jedynak w przypadku glejaka wielopostaciowy ten proces gojenia może zostać wykorzystany przez nieusunięte komórki glejaka do
namnażania się i odrostu. Zatem naturalny proces regeneracji mózgu, w przypadku
resekcji glejaka, może działać jak miecz obosieczny. Z jednej strony
regenerować tkankę mózgowa po operacji, z drugiej sprzyjać odrostowi
glejaka. Jest to niezmiernie ważne odkrycie tłumaczące dlaczego w 95%
przypadków odrost glejaka znajduje się do 2 cm od miejsca wykonanie operacji.
Potwierdza to również znaczenie doszczętności resekcji guza,
choć wiadomo również, że zawsze część komórek linii glejaka i tak
pozostaje po operacji. Minimalizuje to jednak tempo procesu namnażania, a
może w niektórych przypadkach decyduje o braku progresji choroby. Wiadomo
bowiem, że glejak wielopostaciowy moduluje swoją aktywność zależnie od procesów
zachodzących w otaczającej tkance mózgowej. W guzie tym obok centralnej strefy
martwiczej i proliferacyjnej występuje tzw. strefa brzeżna składająca się
z komórki migrujących, które dzielą się bardzo wolno, a głównym ich zadanie jest
przemieszczanie się w obrębie mózgu. Komórki te mają pewną biologiczną
inteligencję, wykazują adaptacyjną zmianę aktywności receptorowej i są kluczowe
w procesie odrostu guza. To właśnie te komórki potrafią wykorzystać
fizjologiczny proces gojenia tkanki mózgowej po operacji glejaka.
![]() |
| Journal of neurooncology. 2016 |
Odkrycie tego procesu ma niebagatelną wartość informacyjną, gdyż opisuje
tajemniczy proces odrostu glejaka wielopostaciowego. Obecnie nieznane są
jeszcze możliwości hamowania tego mechanizmu, jednak to odkrycie daje możliwość
zmiany filozofii badawczych i opracowania nowych chemioterapeutyków. Jest to na pewno krok
naprzód w zrozumieniu tej dramatyczny choroby oraz miejmy nadzieję lepszego
rokowania w tej chorobie.
---------------
Podsumowując, glejak wielopostaciowy jest obecnie chorobą nieuleczalna.
Jednak ok 1% przeżywa 10 lat i więcej, a całkowity okres przeżycia
jest taki sam jak w populacji ogólnej. Wytłumaczenie procesów pooperacyjnych w
glejaku wielopostaciowych i ich wpływu na odrost tego guza daje szansę na
poprawę rokowania.
sobota, 26 listopada 2016
Mężczyzna - gatunek zagrożony
Nie jest łatwa być mężczyzną kiedy świat powoli obraca się do góry
nogami. Wcześniej również łatwo nie było, ale w ostatnich dekadach zmiany
nabrały szczególnie niekorzystnego obrotu. Wszystko zaczęło się po dwóch
wojnach światowych, kiedy zginęło wielu mężczyzn, nieproporcjonalnie
więcej niż kobiet. Doszło do przebudowania struktury społecznej i
'biologicznych 'mechanizmów adaptacyjnych. Jako, że podstawowe prawa
biologiczne odnoszą się również do ludzi, to w okresie powojennym doszło do
istotnych zmian adaptacyjnych międzypłciowych, które wpłynęły również na sytuację
obecną. W przypadku ludzi, obok mechanizmów biologicznych, równolegle
przebiegają zmiany intelektualne i świadomościowe.
Wobec zachwiania struktury społecznej po II Wojnie Światowej, powstała
znacząca dysproporcja liczebności kobiet i mężczyzn. Następstwem tego procesu
było odwrócenie typowego mechanizmu doboru partnerów i tworzenia związków, w
których zmniejszała się rola mężczyzn na bardziej pasywną, a dominować zaczęły
kobiety. Mężczyźni, będąc w mniejszości byli uprzywilejowani i to oni
dokonywali selekcji potencjalnej partnerki. Kobiety musiały niejako
,rywalizować' między sobą o mężczyznę, który w tamtym czasie był towarem
deficytowym. Ta wygodna bierność mężczyzn spowodowała utratę instynktu
biologicznego jakim jest zdobywanie i dbanie o partnerki oraz rywalizacja
z konkurentami. Mężczyźni stawali się coraz mniej męscy. Przestawali wywiązywać
się z podstawowych zadań: zdobywania partnerki, posiadanie potomstwa i
zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Oczywiście ten proces demaskulinizacji
spotkał się z naturalną reakcją kobiet. Otóż w sytuacji słabych, wygodnych i
niestabilnych partnerów słabo rokujących na wiernych mężów i opiekuńczych
ojców, kobiety naturalnie przeorientowały swoje cele zaczynając od sfery
intelektualnej i psychicznej. Skoro mężczyźni nie wywiązywali się z roli
patriarchalnej, utrwalonej ewolucyjnie przez tysiące lat, to znaczy, że nie są
oni niezastąpieni. Skoro nie można z nimi, trzeba nauczyć się żyć obok, a
czasem i bez nich. Doszło to złamania wielu dogmatów społecznych.
Nastąpił proces feminizacji oraz demaskulinizacji, doszło do wzmocnienia
modelu matriarchalnego.
Okres powojenny, obok zmiany demograficznych, przyniósł również
wieloletnią traumatyzację społeczną. Po tak wielkiej tragedii i cierpieniu
zadanemu ludziom kolejne pokolenia opłakiwały bliskich i przyjaciół. W
warunkach zbiorowej traumy trudniej odnajdują się mężczyźni mający znacznie mniejsze zasoby
inteligencji emocjonalnej. Nie bez powodu odsetek
samobójstw jest większy u mężczyzn, łatwiej też uciekają oni od problemów w różnego
rodzaju uzależnienia. W obliczu przewlekłego stresu mężczyźni łatwiej stają się
dysfunkcyjni społecznie. Taka kolektywna męska trauma pojawiła się po wojnie, a
ukojenia na horyzoncie nie było. Kobietom było wtedy trochę łatwiej, gdyż będąc
ewolucyjnie predysponowanymi do odnajdywania sensu w ukochanych dzieciach,
potrafiły znaleźć ukojenie.
Postępująca feminizacja kobiet stała się procesem zrozumiałym, ale
przybrała formę reakcji łańcuchowej. Kobiety rozpoczęły drogę ku kobiecości.
Dokonały korekty ewolucji, czy słusznej czas pokaże. W tym samym czasie
rozpoczął się równoległy proces demaskulinizacji mający wielokierunkowe
oblicze:
1. Od dekad obserwowany jest spadek poziomu testosteronu u mężczyzn.
Proces ten wynika ze zmiany stylu życia i oddalania się od ewolucyjnego
archetypu mężczyzny. Pewne zachowania są biologicznie uprzywilejowane i
wzmacniają reakcje fizjologiczne powodujące wzrost testosteronu. Organizm męski jest biologicznie przygotowany
do mechanizmu walki i ucieczki. Faworyzowane są dwa typy reakcji: współczulna
związana z wyrzutem amin katecholowych ( adrenalina, noradrenalina, dopamina)
oraz przywspółczulna ( stymulacja n. błędnego), odpoczynek, relaks
przygotowanie do kolejnej walki. Jest to mechanizm ewolucyjny wypracowany przez
tysiące lat, więc zmiany społeczne obserwowane przez ostatnie dekady, niezgodne
z wzorcem biologicznym, prowadzą do zaburzeń funkcjonowania męskiego organizmu.
Wobec kardynalnej zmiany stylu życia - praca biurowa, intelektualna, siedzący
tryb życia- nie ma impulsów podnoszących testosteron. Nie chodzi tu tylko o
hormony, ale również męski sposób reagowania na bodźce. W konsekwencji utrwala się styl życia w trybie oczekiwania, bez 'walki i ucieczki', co u mężczyzn sprzyja
odpowiedzi typu przewlekłego stresu i produkcji steroidów jak kortyzol. Wzrasta również
otyłości brzuszna, rośnie poziom cholesterolu- a wszystko kosztem
testosteronu, który powstaje w tych samych szlakach metabolicznych.
2. Rozwój technologii cyfrowych spowodował, że świat podzielił się na
rzeczywistość wirtualną i realną. Oczywiście wobec swoich słabych zasobów
emocjonalno-społecznych mężczyźni stali się łatwymi ofiarami internetu oraz
gier komputerowych. Rzeczywistość komputerowa w pewien sposób znakomicie
odpowiada binarnym skłonnościom męskiego umysłu z programem zero-jeden,
prawda-fałsz. Świat cyfrowy jest bezemocjonalny, przez co łatwo
zasysa raczkujące męskie pragnienia.
3. Dzisiaj realizowanie większości sowich potrzeb może odbywać się prze
kliknięcie klawisza, podajesz numer karty i otrzymujesz to za co płacisz.
Biologicznie nie ma w tym nic męskiego. Oczywiście, aby wydawać trzeba najpierw
umieć pieniądze zarabiać. Dla wielu im więcej na koncie tym tym bardziej
macho, ale prawda jest taka, że wielkość portfela koreluje z wielkością ego i
nic poza tym. Nie chodzi bowiem o ilość pieniędzy, tylko o sposób ich zarabiania.
4. Wszechobecna pornografia stała się przekleństwem obecnej epoki. Niestety trafia w samo sedno męskich potrzeb, czyli quasi sex na życzenie, bez wychodzenia z domu, za darmo i bez narażania się na damskiego focha. Jest to z całą pewnością dominująca przyczyna uprzedmiotowienia relacji damsko-męskich.
Kryzys męskości jest faktem niepodważalnym. Przyszłość nie rysuje się kolorowo w kontekście przemian społecznych. To czego można się spodziewać i po części już się dzieje to polaryzacja wzorca zachowania męskiego. Z jednej strony silny przerysowany archetyp męski, z drugiej strony 'miękki' chłopiec bez tożsamości płciowej z silnie zakorzenionym stereotypem kulturowym i obyczajowym.
4. Wszechobecna pornografia stała się przekleństwem obecnej epoki. Niestety trafia w samo sedno męskich potrzeb, czyli quasi sex na życzenie, bez wychodzenia z domu, za darmo i bez narażania się na damskiego focha. Jest to z całą pewnością dominująca przyczyna uprzedmiotowienia relacji damsko-męskich.
Kryzys męskości jest faktem niepodważalnym. Przyszłość nie rysuje się kolorowo w kontekście przemian społecznych. To czego można się spodziewać i po części już się dzieje to polaryzacja wzorca zachowania męskiego. Z jednej strony silny przerysowany archetyp męski, z drugiej strony 'miękki' chłopiec bez tożsamości płciowej z silnie zakorzenionym stereotypem kulturowym i obyczajowym.
środa, 23 listopada 2016
Elektrowstrzsy najskuteczniejsze w leczeniu ciężkiej depresji
Dla wielu osób cierpiących z powodu ciężkiej depresji elektrowstrząsy są
najlepszą metodą leczenia. Terapia ta jest wykonywana w znieczuleniu ogólnym i
jest obecnie zupełnie bezbolesna. Obok depresji stosowana jest w manii lub
katatonii. Po raz pierwszy została zastosowana w 1938 roku. Elektrowstrząsy
mogą być metodą ratującą życie u osób z nasilonymi myślami samobójczymi i dużym
ryzykiem ich realizacji, gdyż leki przeciwdepresyjne działają dopiero po kilku
tygodniach, a czasami nie działają wcale. Elektrowstrząsy są dość skuteczne,
jednak efekt ich działania zanika z czasem i trzeba je powtarzać.
Dokładny mechanizm działania nie jest poznany. Wiadomo, że bodziec elektryczny
powoduje zmianę aktywności bioelektrycznej mózgu podobnej do napadu
padaczkowego. Dochodzi wtedy do gwałtownego uwolnienia
neuroprzekaźników aktywujących w ośrodkowym układzie nerwowym oraz pobudzenia osi
podwzgórze-przysadka. Wykazano, że zmiany receptorowe w obrębie głównych
neurotransmiterów mózgu ulegają podobnej zmianie jak po długotrwałym leczeniu
lekami przeciwdepresyjnymi. Poprawa występuje dość szybko, czasem od razu, a czasem
dopiero po kilku sesjach. W badaniach neuroobrazowych obserwowano zmianę
aktywności w okolicach czołowo-oczodołowych oraz w obszarze
przyśrodkowych płatów skroniowych.
Zwykle jeden zabieg nie wystarcza, a nawrotu pojawiają się po kilku
miesiącach. Około połowa osób, u których wystąpiła poprawa, będzie miała
nawroty depresji w ciągu następnego roku, z czego jedna trzecia w ciągu
pierwszych 6 miesięcy. Niektórzy chorzy otrzymują 6 do 12 sesji w ciągu kilku
tygodni. Oczywiście terapia elektrowstrząsami odbywa się pod kontrolą
anestezjologa, podawane są leki rozluźniające mięśnie, a chory nie pamięta
potem zabiegu. W niektórych przypadkach obok elektrowstrząsów równolegle
stosuje się farmakoterapię. Same leki przeciwdepresyjne okazywały się
pomocne jedynie u ok 30% osób z ciężką depresją, natomiast elektrowstrząsy były
skuteczne u 50-70% chorych (1997 Acta
Psychiatrica Scandinavia). Główne objawy niepożądane to zaburzenia
pamięci głównie krótkotrwałej, wzrost ciśnienia tętniczego w trakcie
zabiegu. Niekiedy może dojść do poważnych komplikacji jak migotanie komór,
zatrzymanie akcji serca czy stanu padaczkowego. W żadnym z wielu badań nie
odnotowano uszkodzenia strukturalnego tkanki mózgowej po elektrowstrząsach. Co
bardzo ważne, elektrowstrząsy są jedyną bezpieczną metodą leczenia depresji w
kobiet w ciąży we wszystkich trzech trymestrach. Kobiety są również najczęściej
leczone ta metoda, bo stanowią aż 70% chorych. Według zaleceń WHO elektrowstrząsy
mogą być stosowane tylko u osób, które wyraziły świadomą zgodę na leczenie. Metoda
ta nie może być użyta wbrew woli lub braku zgody chorego.
_ _ _ _ _ _ _
_ _ _ _ _ _ _
Elektrowstrząsy to najskuteczniejsza metoda leczenia ciężkiej lub
lekoopornej depresji. Wymaga powtarzania zabiegów, a jej skuteczność jest
krótkotrwała. Może być jako jedyna stosowana bezpiecznie u kobiet w czasie
całej ciąży.
niedziela, 20 listopada 2016
Ranking uniwersytetów - czarny stan umysłu
Ranking
uniwersytetów przygotowany przez QS World University Rankings 2016-2017
pokazuje, że światowa czołówka to uczelnie amerykańskie i brytyjskie,
przedziela je jedynie będący na 8. miejscu uniwersytet ETH Zurich - Swiss
Federal Institute of Technology. W rankingu pierwsze miejsce zajmuje amerykański
Massachusetts Institute of Technology, dalej są Uniwersytety Stanford, Harvard i
Cambridge. A oto wyniki polskich uczelni, najwyżej uplasował się
Uniwersytet Warszawski miejsce 366, dalej jest Uniwersytet Jagielloński
na pozycjach 431-440. Ranking uwzględniał 6 kategorii: ocena środowiska
akademickiego (40%), ocena pracowników uczelni (10%), liczba cytowań (20%),
wskaźnik wykładowców na jednego studenta (20%), liczba międzynarodowych
wykładowców (5%) i studentów (5%). Pośród uczelni z byłego bloku sowieckiego
najwyżej znalazł się rosyjski Lomonosov Moscow State University miejsce
108, najwyżej notowana niemiecka uczelnia to Technical University of Munich - 60 pozycja.
|
Lista najlepszych uniwersytetów wg QS World University Rankings 2016-2017 |
||||||||||||||
Ranking
pokazuje, że bezkonkurencyjne są uczelnie anglosaskie, które zajmują czołowe lokaty. Uniwersytety z pozostałych krajów stanowią zaledwie tło dla szkół
brytyjski i amerykański. Jednak skrajnie daleka pozycja polskich uczelni,
dopiero w czwartej setce musi szokować. Czy stan polskiej nauki i szkół wyższych jest tak słaby czy to tylko niedoskonałość rankingu, który faworyzuje
uczelnie anglosaskie? Niestety wyniki te są powtarzalne od lat i to bez względu na to, kto ten ranking opracował. Jest to prawda nad wyraz smutna i bolesna. Nie da się
ukryć, że szkolnictwo w Polsce jest słabej jakości, zacofane I
niedofinansowane. Ciągle króluje wiedza encyklopedyczna, wkuwanie na pamięć lub recytowanie książek, natomiast umiejętności logicznego myślenia, wyciągania wniosków, analizy danych
czy myślenia interdyscyplinarnego są pomijane. Skoro jest diagnoza to warto przyjrzeć
się jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy.
Początek niszczenia nauki i szkolnictwa
rozpoczął się po II wojnie światowej światowej, a symptomatycznym momentem
była ustawa z 1951 r. powołująca szczególną instytucję o nazwie Centralna Komisja Kwalifikacyjna. Instytucja ta miała za zadanie nadawać stopnie naukowe
doktorom, habilitantom i profesorom. Decyzje podejmowała centralnie i arbitralnie zgodnie z
sowiecką myślą propagandową. Kadry dobierano tak, aby realizowały wizję
polityczną, a nie merytoryczny. Już na najniższych szczeblach kadr naukowych począwszy
od asystenta, adiunkta czy docenta dokonywał się dobór kandydatów tak, by wiernie służyli sowieckiej propagandzie. Należy wspomnieć, że w dwudziestoleciu międzywojennym tytuły naukowe doktora czy profesora nadawane były przez uniwersytety jako instytucje naukowe i to one, a nie upolitycznione gremia centralne, kształtowały kadry naukowe. Przez 50 lat komunizmu, niszczono
politycznie naukę polską i naukowców. Po 89. roku nic szczególnego się nie zmieniło,
ta sama przewodnia myśl z okresu sowieckiego ma się bardzo dobrze. W 2003
r. zmieniono nazwę Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej na Centralną Komisja ds Tytułów i Stopni Naukowych. Oto jest cała zmiana. Warto wspomnieć że w znakomitym
systemie anglosaskim nikt nigdy nie słyszał o tytule docenta czy habilitacji. Na uczelniach brytyjskich i amerykańskich tytuł profesora otrzymują osoby, które
wykazały się znakomitym dorobkiem naukowym. Nie potrzeba politycznego komitetu naukowego, który będzie centralnie sterować nauką i naukowcami. Analizując
skład osobowy Centralnej Komisji począwszy od lat dziewięćdziesiątych trudno zauważyć nowe twarze. Są to ciągle te same osoby, które przez dekady decydują kto awansuje i kto będzie wykluczony.
Kolejnym problemem, obok
centralnego sterowania nauką, jest system organizacji uczelni oraz kadr naukowych. Po pierwsze, zarobki naukowców są tak marne,
że główną ich aktywnością jest poszukiwanie dodatkowych dochodów.
Zwykle są to dwie opcje, albo praca na kilku etatach, albo biegłość w pozyskiwaniu
grantów. Żadne z tych dwóch rozwiązań nie sprzyja rozwojowi naukowemu i prowadzeniu zaawansowanych badań. Młodzi
naukowcy rozliczani są z liczby publikacji oraz dorobku w postaci Impact
Factor. Gdy w rocznej ocenie aktywności naukowej dany naukowiec nie spełnią wymagań, to może zostać wyrzucony z uczelni. Zatem atmosfera nie sprzyja klimatowi
prowadzenia badań naukowych. Praca na uczelni to walka o utrzymania stanowiska i
pogoń za godnymi zarobkami.
Smutna to
prawda, że polskie uczelnie plasuje się dopiero w 4. setce uniwersytetów na
świecie. Nauka to
zawsze najbardziej subtelny wskaźnik zamożności społeczeństwo. Brak dobrych uczelni skutkuje tym, że
państwo musi kupować technologie. To właśnie
uniwersytety wychowują liderów, którzy pełnią wiodącą rolę we wszystkim dziedzinach życia publicznego. Gdy nie ma liderów nie ma elit, gdy nie
ma elit wtedy rządzą masy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






