sobota, 28 października 2017

Nietolerancja glutenu w spektrum autyzmu ?


W literaturze medycznej pojawiają się ciągle nowe informacje na temat przyczyn lub czynników ryzyka powiązanych z autyzmem. Koncepcji jest wiele, od czysto somatycznych podnoszących jedynie biologiczne podłoże problemu, po czysto duchowe wynikające z karmy czy przekleństwa pokoleniowego. Bez względu na to jaka jest przyczyna tego problemu,  rodzice dzieci z autyzmem czekają na nowe możliwości terapeutyczne. Niewątpliwe, uwzględniając jedynie koncepcje biologiczne, najważniejszą kwestią jest poznanie przyczyn problemu i czy można je modyfikować. Główne kontrowersje dotyczą kwestii czy autyzm jest nabyty poprzez ekspozycję na czynniki zewnętrzne, czy może jest jedynie realizacją programu genetycznego ? Im więcej niejasności tym więcej pola do popisu dla teorii spiskowych. Numerem jeden jest oczywiście powiązanie szczepionek ze zwiększeniem ryzyka występowania autyzmu. Na podstawie twardych dowodów naukowych nie ma powiązania, że zdecydowanie szczepionki szkodzą, ale nie ma też dowodu, który jednoznacznie obalałby ten pogląd. Przeprowadzenie badania o najwyższym stopniu wiarygodności naukowej w sprawie szkodliwości szczepionek naukowej jest prawdopodobnie niemożliwe. Główny problem to  selekcja czynników ryzyka, które są mnogie i sprowadzenie wniosków końcowych do odpowiedzi TAK czy NIE w sprawie szczepionek jest raczej niemożliwe. Druga trudność to podział dzieci na te szczepione i nieszczepione przy założeniu, że badanie wymagałaby rekrutacji tysięcy dzieci w każdej grupie i ….. kto zgodziłby się aby nie szczepić własnych dzieci.

Wracając, do biologicznych przyczyn autyzmu, raczej mało prawdopodobne jest, aby tylko jeden czynnik mógł wywoływać to zaburzenie.  Wydaje się, że cały sekret kryje się w swoistej zmienności układu immunologicznej, który prawdopodobnie nabywa pewną odmienność poprzez ekspozycję na antygeny zewnętrzne i moduluje swoją aktywność wobec niedojrzałego mózgowia, a szczególnie układu limbicznego.

Poniżej list ekspertów w sprawie powiązania autyzmu z ekspozycją na gluten i występowaniem chronicznego stanu zapalnego jelit. Podsumowuje on w którym miejscu jesteśmy i dość rozsądnie punktuje obecną wiedzę.

piątek, 20 października 2017

Za zdrowie trzeba płacić .... pieniędzmi

Przyzwyczajenie, że opieka zdrowotne jest darmowa to największe oszustwo społeczne, które w dodatku udało się skutecznie upowszechnić. Za zdrowie trzeba płacić i tylko wtedy ma ono swoją wymierną wartość. Płacenie mizernej składki zdrowotnej w żadnej mierze nie jest ekwiwalentem domaganie się bezpłatnego leczenia. Zatem pojawia się pytanie, jak to się stało, że jednak obywatel w dobie kapitalizmu domaga się leczenia za darmo, a za wszystko inne gotowy jest płacić, i to słono ? Otóż, wmówiono ludziom, że choroby to przypadek losowy, który może spotkać każdego, dlatego wszyscy ludzie powinni się zrzucać na wspólne dobro jakim jest zdrowie ogółu. To oczywiście socjalistyczne utopie i to w dodatku nieprawdziwe. Kto mądrzejszy i jeszcze jest w stanie czytać ze zrozumieniem wie, że oprócz predyspozycji genetycznych, które wydają się odgrywać coraz mniejszą rolę, najważniejszy jest styl życia i nawyki prozdrowotne. Bo na przykład dlaczego ktoś kto całe życie pali i pije, czyli zwiększa ryzyko utraty zdrowia ma dostać tyle samo co ktoś kto te ryzyko minimalizuje. A no dlatego, że tak mówi marksistowska ideologia, czyli ostatnia wyspa socjalizmu w kapitaliźmie. Wszyscy są zgodni, że aby mieć DOBRE auto, telefon, dom etc. to trzeba za to zapłacić sporo, ale za to leczenie ma być za darmo, czyli jakie ? Nie ma wątpliwości, że opieka zdrowotna ma być dobra, tylko wmówiono ludziom, że nie trzeba za to płacić. Więc elektorat chętnie wyda kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy na samochód i to często na kredyt, ale za zdrowie płacić już nie chce, bo nie musi. Dlatego dostaje byle co i co dziwniejsze to byle co ceni bo jest za DARMO.

Dlaczego ta najważniejsza wartość jaką jest zdrowie wyceniana jest tak nisko ? Dlaczego nikt nie pyta - płacę i wymagam ? Pewnie dlatego, że nie płacę, więc zgadzam się na bylejakość. Jest to obecnie wielki problem społeczeństw rozwiniętych z nadopiekuńczą pomocą społeczną państwa. Pamiętając, że większość społeczeństwa to leniwe i śpiące jednostki, przez niektórych nazywane, może zbyt ostro, karaluchami wszystkojedzącymi, nie należy spodziewać się rozsądnych wyborów, tylko podążanie za instynktem biologicznym na poziomie pierwszych pięter piramidy Maslowa. Taka jednostka ceni tylko to za co płaci, dlatego zdrowia nie ceni, bo jest za darmo. Więc przeciętny obywatel żre, pali i pije ile dusza zapragnie,  a potem i tak będzie leczony za darmo.

Dzisiaj strajkują rezydenci - a to obywatele powinni być na ulicach, aby walczyć o swoje zdrowie, o jakość leczenia. Dlaczego nie ma ludzi na ulicach z tabliczka 6,8%? Bo są zadowoleni  i akceptują tę szczodrą opiekę zdrowotną. A lekarz  i tak zawsze był wrogiem ploretariatu, jedni chcieli wsadzić lekarzy w kamasze, inni wyzywali od złodziei, ale koniec końców, gdy każdy z tych jajogłowych polityków staje oko w oko z lekarzem, to wtedy odwagi brak. 

Warto również zwrócić uwagę na zjawisko odwróconej piramidy społecznej, gdzie wierzchołek, czyli elity zostały przesunięte na sam dół, a władzę dzierżą proste masy - podstawa piramidy. Jest to niebezpieczny trend prowadzący do zachwiania bezpieczeństwa struktury społecznej i stworzenia prostej, prymitywnej masy organicznej.

 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Efekt Lucyfera



„Dopiero przekuta na chroniczny strach,
władza staje się doskonała"

 Eric Hoffer: "Żarliwość umysłu”

  „Moc tworzenia „Wroga”
 

"Możni z reguły nie wykonują sami najbrudniejszej roboty, podobnie jak mafia zostawia „spuszczanie łomotu” swoim sługusom. Systemy tworzą hierarchie dominacji, w których wpływy i komunikacja przebiegają z góry na dół – rzadko z dołu do góry. Jeżeli elita władzy chce zniszczyć wrogą nację, wykorzystuje ekspertów od propagandy do stworzenia programów nienawiści. Czegóż takiego potrzebują obywatele jednego społeczeństwa, by tak bardzo znienawidzić obywateli drugiego, by chcieć ich odseparować, dręczyć, a nawet zabić? Potrzebna jest do tego „nienawistna wyobraźnia”, psychologiczna konstrukcja, która za pomocą propagandy zostaje zagnieżdżona głęboko w umysłach ludzi, przemieniając innych we „Wroga”. Taki obraz stanowi dla żołnierza najpotężniejszy motyw działania, ładując jego karabin amunicją nienawiści i strachu. Obraz odrażającego wroga, będącego zagrożeniem dla dobrobytu jednostek oraz bezpieczeństwa narodowego, powoduje, że matki i ojcowie wysyłają synów na wojnę, oraz pozwala rządom tak przestawiać priorytety, by przekuwać lemiesze w miecze zniszczenia.
To wszystko dokonuje się za pomocą słów i obrazów. Można tu nieco zmodyfikować stare porzekadło: kamienie i kije mogą połamać Ci kości, ale wyzwiska nierzadko mogą Cię zabić. Proces rozpoczyna się od stworzenia stereotypowego obrazu innego człowieka, jego zdehumanizowanego postrzegania jako bezwartościowego, ale zarazem wszechpotężnego Obcego, istoty demonicznej, abstrakcyjnego potwora, jako fundamentalnego zagrożenia dla czczonych przez nas wartości i przekonań. W obliczu rozpętanego publicznie strachu oraz zbliżającego się zagrożenia ze strony wroga, rozsądni ludzie postępują irracjonalnie, osoby niezależne działają w sposób bezmyślnie konformistyczny, a pacyfiści postępują jak wojownicy. Dramatyczne obrazy przedstawiające wroga na plakatach, w telewizji, na okładkach czasopism, w filmach i w Internecie odbijają się w zakamarkach układu limbicznego, prymitywnego mózgu wyposażonego w potężne emocje w postaci strachu i znajdującego się na ścieżce wojennej, a także odsłania siły transformujące, oddziaływujące za pomocą tych „obrazów wroga”na ludzką psychikę. Usprawiedliwienia chęci zniszczenia tych zagrożeń są w rzeczywistości rodzajem refleksji, propozycją wyjaśnienia przeznaczonego do oficjalnego protokołu, lecz nie nadającego się do krytycznej analizy szkód, jakie mają być lub mogą być wyrządzone.
Z najbardziej ekstremalnym wydaniem oddziaływania tej wrogiej wyobraźni mamy oczywiście do czynienia wtedy, gdy prowadzi ona do ludobójstwa, równoznacznego z dążeniem jednych ludzi do eliminacji wszystkich tych, którzy zostali zdefiniowani jako ich wrogowie. Znane są nam niektóre sposoby, wykorzystywane przez maszynę propagandową Hitlera, która przemieniła żydowskich sąsiadów, współpracowników, a nawet przyjaciół, w znienawidzonych wrogów państwa, zasługujących na „ostateczne rozwiązanie”. Ten proces przeniknął do podręczników szkół podstawowych za pomocą obrazów i tekstów, które przedstawiały wszystkich Żydów jako zasługujących na pogardę i niewartych ludzkiego współczucia. W tym miejscu chciałbym pokrótce rozważyć przykład z niedawnej historii, kiedy to próba ludobójstwa w połączeniu z gwałtami posłużyły jako oręż przeciwko człowieczeństwu. Następnie pokażę, jak jeden z aspektów tego skomplikowanego procesu psychologicznego – czynnik dehumanizacji, może być analizowany w kontrolowanych eksperymentach, w których dla potrzeb analizy systemowej wyodrębnia się jego najistotniejsze elementy (...)”


Wpis z książki: Philip Zimbardo. „Efekt Lucyfera”.

środa, 30 listopada 2016

Glejak - mały krok naprzód


Glejak wielopostaciowy to najbardziej złośliwy pierwotny guz mózgu. Rokowanie w tej chorobie jest bardzo złe, a średni czas przeżycia od momentu rozpoznania to kilkanaście miesięcy. Glejak wielopostaciowy to guz o czwartym stopniu złośliwości, który najczęściej wykrywany jest między trzecią a czwartą dekadą życia. Nie udało się jednoznacznie ustalić czynników ryzyka występowania tego nowotworu. Guz zwykle atakuje nagle, często chorują osoby będące w pełni zdrowia i świetnie funkcjonujące. Choroba dotyka częściej mężczyzn, jednak  kobiety przeżywają nieco dłużej.
Niestety prognozy dla glejaka wielopostaciowego od zawsze są dramatycznie złe i nic szczególnego w tej kwestii w ostatnich latach  się nie zmieniło. Standardowe leczenie polegam na resekcji chirurgicznej oraz radio i chemoterapii. Mimo tak agresywnej terapii niewiele osób  przeżywa 2 lata. Taki wygląda przebieg tej choroby u większości pacjentów. Jest to zawsze dramat osobisty pacjenta oraz tragedia rodzin i bliskich. Szczególnie przerażająca jest świadomość, że choroba ta jest nieuleczalne i zabija w ciągu kilkunastu miesięcy.
Okazuje się jednak, że jest pewna grupa chorych, która zaprzecza statystycznie dramatycznym rokowaniu w glejaku wielopostaciowym. Stwierdzono, że 5 do 10% pacjentów przeżywa 5 lat. Obserwacja ta została udowodniona i potwierdzona w wielu badaniach epidemiologicznych w różnych populacjach. Natomiast  blisko 1% osób z glejakiem wielopostaciowym przeżywa ponad 10 lat. W tej grupie pacjentów całkowity czas przeżycia jest taki sam jak w populacji ogólnej. Osoby te nie umierają z powodów glejaka.
Trzeba również podkreślić, że czas przeżycia u chorych z glejakiem wielopostaciowym nie jest funkcją liniową ,a  rośnie logarytmicznie. Znaczy to tyle, że jeżeli na początku diagnozy szanse na przeżycie 5 lat wynoszą ok. 5% to po przeżyciu 5 lat szanse na przeżycie kolejnych 5 lat wyrastają do 50%. 
Okazuje się, że glejak wielopostaciowy to nie jest  jednorodny guz. Na podstawie markerów genetycznych  wyróżniono 4 typy tego guza. Zauważono również, że typy te korelują z rokowaniem, co w pewien sposób tłumaczy tak nietypowe długie okresy przeżycia.  Równocześnie wiadomo, że lepsze wyniki leczenia uzyskuje się u pacjentów z guzem zlokalizowanym w okolicy czołowej półkuli niedominującej oraz u tych,  którzy nie mieli deficytów neurologicznych w momencie rozpoznania i zachowali pełną sprawność wykonywania codziennych czynności. Ważnym czynnikiem rokowniczym jest uzyskanie całkowitej resekcji guza podczas operacji. 
Ostanie doniesienia naukowe z 2016 roku pokazują, że neurochirurgiczna resekcja glejaka, obok pożądanego efektu usunięcia guza, może również sprzyjać jego odrostowi. Okazuje się bowiem, że operacja glejaka  wywołuje podobne reakcje tkanki mózgowe jak uraz mózgu. W obu przypadkach obserwowane są podobne procesy naprawcze tkanki mózgowej jak np.  tworzenie się blizny, proliferacja naczyń czy napływ mikrogleju. Mechanizm ten ma za zadanie doprowadzić do odnowienia uszkodzonej tkanki mózgu. Jedynak w przypadku glejaka wielopostaciowy  ten proces gojenia może zostać wykorzystany przez nieusunięte komórki glejaka do namnażania się i odrostu. Zatem naturalny proces regeneracji mózgu, w przypadku resekcji glejaka, może działać jak miecz obosieczny. Z jednej strony regenerować tkankę mózgowa po operacji,  z drugiej sprzyjać odrostowi glejaka. Jest to niezmiernie ważne odkrycie tłumaczące dlaczego w 95% przypadków odrost glejaka znajduje się do 2 cm od miejsca wykonanie operacji. Potwierdza to również znaczenie doszczętności resekcji guza, choć wiadomo również, że zawsze część komórek linii glejaka i tak pozostaje po operacji. Minimalizuje to jednak tempo  procesu namnażania, a może w niektórych przypadkach decyduje o braku progresji choroby. Wiadomo bowiem, że glejak wielopostaciowy moduluje swoją aktywność zależnie od procesów zachodzących w otaczającej tkance mózgowej. W guzie tym obok centralnej strefy martwiczej i proliferacyjnej  występuje tzw. strefa brzeżna składająca się z komórki migrujących, które dzielą się bardzo wolno, a głównym ich zadanie jest przemieszczanie się w obrębie  mózgu. Komórki te mają pewną biologiczną inteligencję, wykazują adaptacyjną zmianę aktywności receptorowej i są kluczowe w procesie odrostu guza. To właśnie te komórki potrafią wykorzystać fizjologiczny proces gojenia tkanki mózgowej po operacji glejaka.
Journal of neurooncology. 2016

 Odkrycie tego procesu ma niebagatelną wartość informacyjną, gdyż opisuje tajemniczy proces odrostu glejaka wielopostaciowego. Obecnie nieznane są jeszcze możliwości hamowania tego mechanizmu, jednak to odkrycie daje możliwość zmiany filozofii badawczych i opracowania nowych  chemioterapeutyków. Jest to na pewno krok naprzód w zrozumieniu tej dramatyczny choroby oraz miejmy nadzieję lepszego rokowania w tej chorobie.

---------------
Podsumowując, glejak wielopostaciowy jest obecnie chorobą nieuleczalna. Jednak ok 1%  przeżywa  10 lat i więcej, a całkowity okres przeżycia jest taki sam jak w populacji ogólnej. Wytłumaczenie procesów pooperacyjnych w glejaku wielopostaciowych i ich wpływu na odrost tego guza daje szansę na poprawę rokowania.

sobota, 26 listopada 2016

Mężczyzna - gatunek zagrożony


Nie jest łatwa być mężczyzną kiedy świat powoli obraca się do góry nogami. Wcześniej również łatwo nie było, ale w ostatnich dekadach zmiany nabrały szczególnie niekorzystnego obrotu. Wszystko zaczęło się po dwóch wojnach światowych, kiedy zginęło  wielu mężczyzn, nieproporcjonalnie więcej niż kobiet. Doszło do przebudowania struktury społecznej i 'biologicznych 'mechanizmów adaptacyjnych. Jako, że podstawowe prawa biologiczne odnoszą się również do ludzi, to w okresie powojennym doszło do istotnych zmian adaptacyjnych międzypłciowych, które wpłynęły również na sytuację obecną. W przypadku ludzi, obok mechanizmów biologicznych, równolegle przebiegają zmiany intelektualne i świadomościowe. 

Wobec zachwiania struktury społecznej po II Wojnie Światowej, powstała znacząca dysproporcja liczebności kobiet i mężczyzn. Następstwem tego procesu było odwrócenie typowego mechanizmu doboru partnerów i tworzenia związków, w których zmniejszała się rola mężczyzn na bardziej pasywną, a dominować zaczęły kobiety. Mężczyźni, będąc w mniejszości byli uprzywilejowani i to oni dokonywali selekcji potencjalnej partnerki. Kobiety musiały niejako ,rywalizować' między sobą o mężczyznę, który w tamtym czasie był towarem deficytowym. Ta wygodna bierność mężczyzn spowodowała utratę instynktu biologicznego jakim jest zdobywanie i dbanie o partnerki oraz rywalizacja z konkurentami. Mężczyźni stawali się coraz mniej męscy. Przestawali wywiązywać się z podstawowych zadań: zdobywania partnerki, posiadanie potomstwa i zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Oczywiście ten proces demaskulinizacji spotkał się z naturalną reakcją kobiet. Otóż w sytuacji słabych, wygodnych i niestabilnych partnerów słabo rokujących na wiernych mężów i opiekuńczych ojców, kobiety naturalnie przeorientowały swoje cele zaczynając od sfery intelektualnej i psychicznej. Skoro mężczyźni nie wywiązywali się z roli patriarchalnej, utrwalonej ewolucyjnie przez tysiące lat, to znaczy, że nie są oni niezastąpieni. Skoro nie można z nimi, trzeba nauczyć się żyć obok, a czasem i bez nich. Doszło to złamania wielu dogmatów społecznych. 
Nastąpił proces feminizacji oraz demaskulinizacji, doszło do wzmocnienia modelu matriarchalnego. 

Okres powojenny, obok zmiany demograficznych, przyniósł również wieloletnią traumatyzację społeczną. Po tak wielkiej tragedii i cierpieniu zadanemu ludziom kolejne pokolenia opłakiwały bliskich i przyjaciół. W  warunkach zbiorowej traumy trudniej odnajdują się mężczyźni mający znacznie mniejsze zasoby inteligencji emocjonalnej. Nie bez powodu odsetek samobójstw jest większy u mężczyzn, łatwiej też uciekają oni od problemów w różnego rodzaju uzależnienia. W obliczu przewlekłego stresu mężczyźni łatwiej stają się dysfunkcyjni społecznie. Taka kolektywna męska trauma pojawiła się po wojnie, a ukojenia na horyzoncie nie było. Kobietom było wtedy trochę łatwiej, gdyż będąc ewolucyjnie predysponowanymi do odnajdywania sensu w ukochanych dzieciach, potrafiły znaleźć ukojenie. 

Postępująca feminizacja kobiet stała się procesem zrozumiałym, ale przybrała formę reakcji łańcuchowej. Kobiety rozpoczęły drogę ku kobiecości. Dokonały korekty ewolucji, czy słusznej czas pokaże.  W tym samym czasie rozpoczął się równoległy proces demaskulinizacji mający wielokierunkowe oblicze:

1. Od dekad obserwowany jest spadek poziomu testosteronu u mężczyzn. Proces ten wynika ze zmiany stylu życia i oddalania się od ewolucyjnego archetypu mężczyzny. Pewne zachowania są biologicznie uprzywilejowane i wzmacniają reakcje fizjologiczne powodujące wzrost testosteronu. Organizm męski jest biologicznie przygotowany  do mechanizmu walki i ucieczki. Faworyzowane są dwa typy reakcji: współczulna związana z wyrzutem amin katecholowych ( adrenalina, noradrenalina, dopamina) oraz przywspółczulna ( stymulacja n. błędnego), odpoczynek, relaks przygotowanie do kolejnej walki. Jest to mechanizm ewolucyjny wypracowany przez tysiące lat, więc zmiany społeczne obserwowane przez ostatnie dekady, niezgodne z wzorcem biologicznym, prowadzą do zaburzeń funkcjonowania męskiego organizmu. Wobec kardynalnej zmiany stylu życia - praca biurowa, intelektualna, siedzący tryb życia- nie ma impulsów podnoszących testosteron. Nie chodzi tu tylko o hormony, ale również męski sposób reagowania na bodźce. W konsekwencji utrwala się styl życia w trybie oczekiwania, bez 'walki i ucieczki', co u mężczyzn sprzyja odpowiedzi typu przewlekłego stresu i produkcji steroidów jak kortyzol. Wzrasta również otyłości brzuszna, rośnie poziom cholesterolu- a wszystko kosztem testosteronu, który powstaje w tych samych szlakach metabolicznych. 

2. Rozwój technologii cyfrowych spowodował, że świat podzielił się na rzeczywistość wirtualną i realną. Oczywiście wobec swoich słabych zasobów emocjonalno-społecznych mężczyźni stali się łatwymi ofiarami internetu oraz gier komputerowych. Rzeczywistość komputerowa w pewien sposób znakomicie odpowiada binarnym skłonnościom męskiego umysłu z programem zero-jeden, prawda-fałsz.  Świat  cyfrowy jest bezemocjonalny, przez co łatwo zasysa raczkujące męskie pragnienia. 

3. Dzisiaj realizowanie większości sowich potrzeb może odbywać się prze kliknięcie klawisza, podajesz numer karty i otrzymujesz to za co płacisz. Biologicznie nie ma w tym nic męskiego. Oczywiście, aby wydawać trzeba najpierw umieć pieniądze zarabiać. Dla wielu im więcej na koncie tym tym bardziej macho, ale prawda jest taka, że wielkość portfela koreluje z wielkością ego i nic poza tym. Nie chodzi bowiem o ilość pieniędzy, tylko o sposób ich zarabiania.


4.  Wszechobecna pornografia stała się przekleństwem obecnej epoki. Niestety trafia w samo sedno męskich potrzeb, czyli  quasi sex na życzenie, bez wychodzenia z domu, za darmo i bez narażania się na damskiego focha. Jest to z całą pewnością dominująca przyczyna uprzedmiotowienia relacji damsko-męskich.

Kryzys męskości jest faktem niepodważalnym. Przyszłość nie rysuje się kolorowo w kontekście przemian społecznych.  To czego można się spodziewać i po części już się dzieje to polaryzacja wzorca zachowania męskiego. Z jednej strony silny przerysowany archetyp męski, z drugiej strony 'miękki' chłopiec bez tożsamości płciowej z silnie zakorzenionym stereotypem kulturowym i obyczajowym.

środa, 23 listopada 2016

Elektrowstrzsy najskuteczniejsze w leczeniu ciężkiej depresji


Dla wielu osób cierpiących z powodu ciężkiej depresji elektrowstrząsy są najlepszą metodą leczenia. Terapia ta jest wykonywana w znieczuleniu ogólnym i jest obecnie zupełnie bezbolesna. Obok depresji stosowana jest w manii lub katatonii. Po raz pierwszy została zastosowana w 1938 roku. Elektrowstrząsy mogą być metodą ratującą życie u osób z nasilonymi myślami samobójczymi i dużym ryzykiem ich realizacji, gdyż leki przeciwdepresyjne działają dopiero po kilku tygodniach, a czasami nie działają wcale. Elektrowstrząsy są dość skuteczne, jednak efekt ich działania zanika z czasem i trzeba je powtarzać.  Dokładny mechanizm działania nie jest poznany. Wiadomo, że bodziec elektryczny powoduje zmianę aktywności bioelektrycznej mózgu podobnej do napadu padaczkowego. Dochodzi wtedy do gwałtownego uwolnienia neuroprzekaźników aktywujących w ośrodkowym układzie nerwowym oraz pobudzenia osi podwzgórze-przysadka. Wykazano, że zmiany receptorowe w obrębie głównych neurotransmiterów mózgu ulegają podobnej zmianie jak po długotrwałym leczeniu lekami przeciwdepresyjnymi. Poprawa występuje dość szybko, czasem od razu, a czasem dopiero po kilku sesjach. W badaniach neuroobrazowych obserwowano zmianę aktywności w okolicach czołowo-oczodołowych  oraz w obszarze przyśrodkowych płatów skroniowych.
Zwykle jeden zabieg nie wystarcza, a nawrotu pojawiają się po kilku miesiącach.  Około połowa osób, u których wystąpiła poprawa, będzie miała nawroty depresji w ciągu następnego roku, z czego jedna trzecia w ciągu pierwszych 6 miesięcy. Niektórzy chorzy otrzymują 6 do 12 sesji w ciągu kilku tygodni. Oczywiście terapia elektrowstrząsami odbywa się pod kontrolą anestezjologa, podawane są leki rozluźniające mięśnie, a chory nie pamięta potem  zabiegu. W niektórych przypadkach obok elektrowstrząsów równolegle stosuje się farmakoterapię.  Same leki przeciwdepresyjne okazywały się pomocne jedynie u ok 30% osób z ciężką depresją, natomiast elektrowstrząsy były skuteczne u 50-70% chorych (1997  Acta Psychiatrica Scandinavia). Główne objawy niepożądane to zaburzenia pamięci głównie krótkotrwałej, wzrost ciśnienia tętniczego w trakcie zabiegu. Niekiedy może dojść do poważnych komplikacji jak migotanie komór, zatrzymanie akcji serca czy stanu padaczkowego. W żadnym z wielu badań nie odnotowano uszkodzenia strukturalnego tkanki mózgowej po elektrowstrząsach. Co bardzo ważne, elektrowstrząsy są jedyną bezpieczną metodą leczenia depresji w kobiet w ciąży we wszystkich trzech trymestrach.  Kobiety są również najczęściej leczone ta metoda, bo stanowią aż 70% chorych. Według zaleceń WHO elektrowstrząsy mogą być stosowane tylko u osób, które wyraziły świadomą zgodę na leczenie. Metoda ta nie może być użyta wbrew woli lub braku zgody chorego.
_ _ _ _ _ _ _ 
Elektrowstrząsy to najskuteczniejsza metoda leczenia ciężkiej lub lekoopornej depresji. Wymaga powtarzania zabiegów, a jej skuteczność jest krótkotrwała. Może być jako jedyna stosowana bezpiecznie u kobiet w czasie całej ciąży.

niedziela, 20 listopada 2016

Ranking uniwersytetów - czarny stan umysłu


Ranking uniwersytetów przygotowany przez QS World University Rankings 2016-2017 pokazuje, że światowa czołówka to uczelnie amerykańskie i brytyjskie, przedziela je jedynie będący na 8. miejscu uniwersytet ETH Zurich - Swiss Federal Institute of Technology. W rankingu pierwsze miejsce zajmuje amerykański Massachusetts Institute of Technology, dalej są Uniwersytety Stanford, Harvard i Cambridge. A oto wyniki polskich uczelni, najwyżej uplasował się Uniwersytet Warszawski miejsce 366, dalej jest Uniwersytet Jagielloński na pozycjach 431-440.  Ranking uwzględniał 6 kategorii: ocena środowiska akademickiego (40%), ocena pracowników uczelni (10%), liczba cytowań (20%), wskaźnik wykładowców na jednego studenta (20%), liczba międzynarodowych wykładowców (5%) i studentów (5%). Pośród uczelni z byłego bloku sowieckiego najwyżej znalazł się rosyjski  Lomonosov Moscow State University miejsce 108, najwyżej notowana niemiecka uczelnia to Technical University of Munich - 60 pozycja.  


                     Polskie uczelnie w QS World University Rankings 2016/17


















      Lista najlepszych uniwersytetów wg QS World University Rankings 2016-2017
























Ranking pokazuje, że bezkonkurencyjne są uczelnie anglosaskie, które zajmują czołowe lokaty. Uniwersytety z pozostałych krajów stanowią zaledwie tło dla szkół brytyjski i amerykański. Jednak skrajnie daleka pozycja polskich uczelni, dopiero w czwartej setce musi szokować. Czy stan polskiej nauki i szkół wyższych jest tak słaby czy to tylko niedoskonałość rankingu, który faworyzuje uczelnie anglosaskie? Niestety wyniki te są powtarzalne od lat i to bez względu na to, kto ten ranking opracował. Jest to prawda nad wyraz smutna i bolesna. Nie da się ukryć, że szkolnictwo w Polsce jest słabej jakości, zacofane I niedofinansowane. Ciągle króluje wiedza encyklopedyczna, wkuwanie na pamięć lub recytowanie książek, natomiast umiejętności logicznego myślenia, wyciągania wniosków, analizy danych czy myślenia interdyscyplinarnego są pomijane. Skoro jest diagnoza to warto przyjrzeć się jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy. 
Początek niszczenia  nauki i szkolnictwa rozpoczął się po II wojnie światowej światowej, a symptomatycznym momentem była ustawa z 1951 r. powołująca szczególną instytucję o nazwie Centralna Komisja Kwalifikacyjna. Instytucja ta miała za zadanie nadawać stopnie naukowe doktorom, habilitantom i profesorom. Decyzje podejmowała  centralnie i arbitralnie zgodnie z sowiecką myślą propagandową. Kadry dobierano tak, aby realizowały wizję polityczną, a nie merytoryczny. Już na najniższych szczeblach kadr naukowych począwszy od asystenta, adiunkta czy docenta dokonywał się dobór  kandydatów tak, by wiernie służyli sowieckiej propagandzie. Należy wspomnieć, że w dwudziestoleciu międzywojennym tytuły naukowe doktora czy profesora nadawane były przez uniwersytety jako instytucje naukowe i to one, a nie upolitycznione gremia centralne, kształtowały kadry naukowe. Przez 50 lat komunizmu, niszczono politycznie naukę polską i naukowców. Po 89. roku nic szczególnego się nie zmieniło, ta sama przewodnia myśl z okresu sowieckiego ma się bardzo dobrze. W 2003 r. zmieniono nazwę Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej na Centralną Komisja ds Tytułów i Stopni Naukowych. Oto jest cała zmiana. Warto wspomnieć że w znakomitym systemie anglosaskim nikt nigdy nie słyszał o tytule docenta czy habilitacji. Na uczelniach brytyjskich i amerykańskich tytuł profesora otrzymują osoby, które wykazały się znakomitym dorobkiem naukowym. Nie potrzeba politycznego komitetu naukowego, który będzie centralnie sterować nauką i naukowcami. Analizując skład osobowy Centralnej Komisji począwszy od lat dziewięćdziesiątych trudno zauważyć nowe twarze. Są to ciągle te same osoby, które przez dekady decydują kto awansuje i kto będzie wykluczony.
Kolejnym problemem, obok centralnego sterowania nauką, jest system organizacji uczelni oraz kadr naukowych. Po pierwsze, zarobki naukowców są tak marne, że główną ich aktywnością jest poszukiwanie dodatkowych dochodów. Zwykle są to dwie opcje, albo praca na kilku etatach, albo biegłość w pozyskiwaniu grantów. Żadne z tych dwóch rozwiązań nie sprzyja rozwojowi naukowemu i prowadzeniu zaawansowanych badań. Młodzi naukowcy rozliczani są z liczby publikacji oraz dorobku w postaci Impact Factor.  Gdy w rocznej ocenie aktywności naukowej dany naukowiec nie spełnią wymagań, to może zostać wyrzucony z uczelni.  Zatem atmosfera nie sprzyja klimatowi prowadzenia badań naukowych. Praca na uczelni to walka o utrzymania stanowiska i pogoń za godnymi zarobkami.
Smutna to prawda, że polskie uczelnie plasuje się dopiero w 4. setce uniwersytetów na świecie. Nauka to zawsze najbardziej subtelny wskaźnik zamożności społeczeństwo. Brak dobrych uczelni skutkuje tym, że państwo musi kupować technologie. To właśnie uniwersytety wychowują liderów, którzy pełnią wiodącą rolę we wszystkim dziedzinach życia publicznego. Gdy nie ma liderów nie ma elit, gdy nie ma elit wtedy rządzą masy.