środa, 30 listopada 2016

Glejak - mały krok naprzód


Glejak wielopostaciowy to najbardziej złośliwy pierwotny guz mózgu. Rokowanie w tej chorobie jest bardzo złe, a średni czas przeżycia od momentu rozpoznania to kilkanaście miesięcy. Glejak wielopostaciowy to guz o czwartym stopniu złośliwości, który najczęściej wykrywany jest między trzecią a czwartą dekadą życia. Nie udało się jednoznacznie ustalić czynników ryzyka występowania tego nowotworu. Guz zwykle atakuje nagle, często chorują osoby będące w pełni zdrowia i świetnie funkcjonujące. Choroba dotyka częściej mężczyzn, jednak  kobiety przeżywają nieco dłużej.
Niestety prognozy dla glejaka wielopostaciowego od zawsze są dramatycznie złe i nic szczególnego w tej kwestii w ostatnich latach  się nie zmieniło. Standardowe leczenie polegam na resekcji chirurgicznej oraz radio i chemoterapii. Mimo tak agresywnej terapii niewiele osób  przeżywa 2 lata. Taki wygląda przebieg tej choroby u większości pacjentów. Jest to zawsze dramat osobisty pacjenta oraz tragedia rodzin i bliskich. Szczególnie przerażająca jest świadomość, że choroba ta jest nieuleczalne i zabija w ciągu kilkunastu miesięcy.
Okazuje się jednak, że jest pewna grupa chorych, która zaprzecza statystycznie dramatycznym rokowaniu w glejaku wielopostaciowym. Stwierdzono, że 5 do 10% pacjentów przeżywa 5 lat. Obserwacja ta została udowodniona i potwierdzona w wielu badaniach epidemiologicznych w różnych populacjach. Natomiast  blisko 1% osób z glejakiem wielopostaciowym przeżywa ponad 10 lat. W tej grupie pacjentów całkowity czas przeżycia jest taki sam jak w populacji ogólnej. Osoby te nie umierają z powodów glejaka.
Trzeba również podkreślić, że czas przeżycia u chorych z glejakiem wielopostaciowym nie jest funkcją liniową ,a  rośnie logarytmicznie. Znaczy to tyle, że jeżeli na początku diagnozy szanse na przeżycie 5 lat wynoszą ok. 5% to po przeżyciu 5 lat szanse na przeżycie kolejnych 5 lat wyrastają do 50%. 
Okazuje się, że glejak wielopostaciowy to nie jest  jednorodny guz. Na podstawie markerów genetycznych  wyróżniono 4 typy tego guza. Zauważono również, że typy te korelują z rokowaniem, co w pewien sposób tłumaczy tak nietypowe długie okresy przeżycia.  Równocześnie wiadomo, że lepsze wyniki leczenia uzyskuje się u pacjentów z guzem zlokalizowanym w okolicy czołowej półkuli niedominującej oraz u tych,  którzy nie mieli deficytów neurologicznych w momencie rozpoznania i zachowali pełną sprawność wykonywania codziennych czynności. Ważnym czynnikiem rokowniczym jest uzyskanie całkowitej resekcji guza podczas operacji. 
Ostanie doniesienia naukowe z 2016 roku pokazują, że neurochirurgiczna resekcja glejaka, obok pożądanego efektu usunięcia guza, może również sprzyjać jego odrostowi. Okazuje się bowiem, że operacja glejaka  wywołuje podobne reakcje tkanki mózgowe jak uraz mózgu. W obu przypadkach obserwowane są podobne procesy naprawcze tkanki mózgowej jak np.  tworzenie się blizny, proliferacja naczyń czy napływ mikrogleju. Mechanizm ten ma za zadanie doprowadzić do odnowienia uszkodzonej tkanki mózgu. Jedynak w przypadku glejaka wielopostaciowy  ten proces gojenia może zostać wykorzystany przez nieusunięte komórki glejaka do namnażania się i odrostu. Zatem naturalny proces regeneracji mózgu, w przypadku resekcji glejaka, może działać jak miecz obosieczny. Z jednej strony regenerować tkankę mózgowa po operacji,  z drugiej sprzyjać odrostowi glejaka. Jest to niezmiernie ważne odkrycie tłumaczące dlaczego w 95% przypadków odrost glejaka znajduje się do 2 cm od miejsca wykonanie operacji. Potwierdza to również znaczenie doszczętności resekcji guza, choć wiadomo również, że zawsze część komórek linii glejaka i tak pozostaje po operacji. Minimalizuje to jednak tempo  procesu namnażania, a może w niektórych przypadkach decyduje o braku progresji choroby. Wiadomo bowiem, że glejak wielopostaciowy moduluje swoją aktywność zależnie od procesów zachodzących w otaczającej tkance mózgowej. W guzie tym obok centralnej strefy martwiczej i proliferacyjnej  występuje tzw. strefa brzeżna składająca się z komórki migrujących, które dzielą się bardzo wolno, a głównym ich zadanie jest przemieszczanie się w obrębie  mózgu. Komórki te mają pewną biologiczną inteligencję, wykazują adaptacyjną zmianę aktywności receptorowej i są kluczowe w procesie odrostu guza. To właśnie te komórki potrafią wykorzystać fizjologiczny proces gojenia tkanki mózgowej po operacji glejaka.
Journal of neurooncology. 2016

 Odkrycie tego procesu ma niebagatelną wartość informacyjną, gdyż opisuje tajemniczy proces odrostu glejaka wielopostaciowego. Obecnie nieznane są jeszcze możliwości hamowania tego mechanizmu, jednak to odkrycie daje możliwość zmiany filozofii badawczych i opracowania nowych  chemioterapeutyków. Jest to na pewno krok naprzód w zrozumieniu tej dramatyczny choroby oraz miejmy nadzieję lepszego rokowania w tej chorobie.

---------------
Podsumowując, glejak wielopostaciowy jest obecnie chorobą nieuleczalna. Jednak ok 1%  przeżywa  10 lat i więcej, a całkowity okres przeżycia jest taki sam jak w populacji ogólnej. Wytłumaczenie procesów pooperacyjnych w glejaku wielopostaciowych i ich wpływu na odrost tego guza daje szansę na poprawę rokowania.

sobota, 26 listopada 2016

Mężczyzna - gatunek zagrożony


Nie jest łatwa być mężczyzną kiedy świat powoli obraca się do góry nogami. Wcześniej również łatwo nie było, ale w ostatnich dekadach zmiany nabrały szczególnie niekorzystnego obrotu. Wszystko zaczęło się po dwóch wojnach światowych, kiedy zginęło  wielu mężczyzn, nieproporcjonalnie więcej niż kobiet. Doszło do przebudowania struktury społecznej i 'biologicznych 'mechanizmów adaptacyjnych. Jako, że podstawowe prawa biologiczne odnoszą się również do ludzi, to w okresie powojennym doszło do istotnych zmian adaptacyjnych międzypłciowych, które wpłynęły również na sytuację obecną. W przypadku ludzi, obok mechanizmów biologicznych, równolegle przebiegają zmiany intelektualne i świadomościowe. 

Wobec zachwiania struktury społecznej po II Wojnie Światowej, powstała znacząca dysproporcja liczebności kobiet i mężczyzn. Następstwem tego procesu było odwrócenie typowego mechanizmu doboru partnerów i tworzenia związków, w których zmniejszała się rola mężczyzn na bardziej pasywną, a dominować zaczęły kobiety. Mężczyźni, będąc w mniejszości byli uprzywilejowani i to oni dokonywali selekcji potencjalnej partnerki. Kobiety musiały niejako ,rywalizować' między sobą o mężczyznę, który w tamtym czasie był towarem deficytowym. Ta wygodna bierność mężczyzn spowodowała utratę instynktu biologicznego jakim jest zdobywanie i dbanie o partnerki oraz rywalizacja z konkurentami. Mężczyźni stawali się coraz mniej męscy. Przestawali wywiązywać się z podstawowych zadań: zdobywania partnerki, posiadanie potomstwa i zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Oczywiście ten proces demaskulinizacji spotkał się z naturalną reakcją kobiet. Otóż w sytuacji słabych, wygodnych i niestabilnych partnerów słabo rokujących na wiernych mężów i opiekuńczych ojców, kobiety naturalnie przeorientowały swoje cele zaczynając od sfery intelektualnej i psychicznej. Skoro mężczyźni nie wywiązywali się z roli patriarchalnej, utrwalonej ewolucyjnie przez tysiące lat, to znaczy, że nie są oni niezastąpieni. Skoro nie można z nimi, trzeba nauczyć się żyć obok, a czasem i bez nich. Doszło to złamania wielu dogmatów społecznych. 
Nastąpił proces feminizacji oraz demaskulinizacji, doszło do wzmocnienia modelu matriarchalnego. 

Okres powojenny, obok zmiany demograficznych, przyniósł również wieloletnią traumatyzację społeczną. Po tak wielkiej tragedii i cierpieniu zadanemu ludziom kolejne pokolenia opłakiwały bliskich i przyjaciół. W  warunkach zbiorowej traumy trudniej odnajdują się mężczyźni mający znacznie mniejsze zasoby inteligencji emocjonalnej. Nie bez powodu odsetek samobójstw jest większy u mężczyzn, łatwiej też uciekają oni od problemów w różnego rodzaju uzależnienia. W obliczu przewlekłego stresu mężczyźni łatwiej stają się dysfunkcyjni społecznie. Taka kolektywna męska trauma pojawiła się po wojnie, a ukojenia na horyzoncie nie było. Kobietom było wtedy trochę łatwiej, gdyż będąc ewolucyjnie predysponowanymi do odnajdywania sensu w ukochanych dzieciach, potrafiły znaleźć ukojenie. 

Postępująca feminizacja kobiet stała się procesem zrozumiałym, ale przybrała formę reakcji łańcuchowej. Kobiety rozpoczęły drogę ku kobiecości. Dokonały korekty ewolucji, czy słusznej czas pokaże.  W tym samym czasie rozpoczął się równoległy proces demaskulinizacji mający wielokierunkowe oblicze:

1. Od dekad obserwowany jest spadek poziomu testosteronu u mężczyzn. Proces ten wynika ze zmiany stylu życia i oddalania się od ewolucyjnego archetypu mężczyzny. Pewne zachowania są biologicznie uprzywilejowane i wzmacniają reakcje fizjologiczne powodujące wzrost testosteronu. Organizm męski jest biologicznie przygotowany  do mechanizmu walki i ucieczki. Faworyzowane są dwa typy reakcji: współczulna związana z wyrzutem amin katecholowych ( adrenalina, noradrenalina, dopamina) oraz przywspółczulna ( stymulacja n. błędnego), odpoczynek, relaks przygotowanie do kolejnej walki. Jest to mechanizm ewolucyjny wypracowany przez tysiące lat, więc zmiany społeczne obserwowane przez ostatnie dekady, niezgodne z wzorcem biologicznym, prowadzą do zaburzeń funkcjonowania męskiego organizmu. Wobec kardynalnej zmiany stylu życia - praca biurowa, intelektualna, siedzący tryb życia- nie ma impulsów podnoszących testosteron. Nie chodzi tu tylko o hormony, ale również męski sposób reagowania na bodźce. W konsekwencji utrwala się styl życia w trybie oczekiwania, bez 'walki i ucieczki', co u mężczyzn sprzyja odpowiedzi typu przewlekłego stresu i produkcji steroidów jak kortyzol. Wzrasta również otyłości brzuszna, rośnie poziom cholesterolu- a wszystko kosztem testosteronu, który powstaje w tych samych szlakach metabolicznych. 

2. Rozwój technologii cyfrowych spowodował, że świat podzielił się na rzeczywistość wirtualną i realną. Oczywiście wobec swoich słabych zasobów emocjonalno-społecznych mężczyźni stali się łatwymi ofiarami internetu oraz gier komputerowych. Rzeczywistość komputerowa w pewien sposób znakomicie odpowiada binarnym skłonnościom męskiego umysłu z programem zero-jeden, prawda-fałsz.  Świat  cyfrowy jest bezemocjonalny, przez co łatwo zasysa raczkujące męskie pragnienia. 

3. Dzisiaj realizowanie większości sowich potrzeb może odbywać się prze kliknięcie klawisza, podajesz numer karty i otrzymujesz to za co płacisz. Biologicznie nie ma w tym nic męskiego. Oczywiście, aby wydawać trzeba najpierw umieć pieniądze zarabiać. Dla wielu im więcej na koncie tym tym bardziej macho, ale prawda jest taka, że wielkość portfela koreluje z wielkością ego i nic poza tym. Nie chodzi bowiem o ilość pieniędzy, tylko o sposób ich zarabiania.


4.  Wszechobecna pornografia stała się przekleństwem obecnej epoki. Niestety trafia w samo sedno męskich potrzeb, czyli  quasi sex na życzenie, bez wychodzenia z domu, za darmo i bez narażania się na damskiego focha. Jest to z całą pewnością dominująca przyczyna uprzedmiotowienia relacji damsko-męskich.

Kryzys męskości jest faktem niepodważalnym. Przyszłość nie rysuje się kolorowo w kontekście przemian społecznych.  To czego można się spodziewać i po części już się dzieje to polaryzacja wzorca zachowania męskiego. Z jednej strony silny przerysowany archetyp męski, z drugiej strony 'miękki' chłopiec bez tożsamości płciowej z silnie zakorzenionym stereotypem kulturowym i obyczajowym.

środa, 23 listopada 2016

Elektrowstrzsy najskuteczniejsze w leczeniu ciężkiej depresji


Dla wielu osób cierpiących z powodu ciężkiej depresji elektrowstrząsy są najlepszą metodą leczenia. Terapia ta jest wykonywana w znieczuleniu ogólnym i jest obecnie zupełnie bezbolesna. Obok depresji stosowana jest w manii lub katatonii. Po raz pierwszy została zastosowana w 1938 roku. Elektrowstrząsy mogą być metodą ratującą życie u osób z nasilonymi myślami samobójczymi i dużym ryzykiem ich realizacji, gdyż leki przeciwdepresyjne działają dopiero po kilku tygodniach, a czasami nie działają wcale. Elektrowstrząsy są dość skuteczne, jednak efekt ich działania zanika z czasem i trzeba je powtarzać.  Dokładny mechanizm działania nie jest poznany. Wiadomo, że bodziec elektryczny powoduje zmianę aktywności bioelektrycznej mózgu podobnej do napadu padaczkowego. Dochodzi wtedy do gwałtownego uwolnienia neuroprzekaźników aktywujących w ośrodkowym układzie nerwowym oraz pobudzenia osi podwzgórze-przysadka. Wykazano, że zmiany receptorowe w obrębie głównych neurotransmiterów mózgu ulegają podobnej zmianie jak po długotrwałym leczeniu lekami przeciwdepresyjnymi. Poprawa występuje dość szybko, czasem od razu, a czasem dopiero po kilku sesjach. W badaniach neuroobrazowych obserwowano zmianę aktywności w okolicach czołowo-oczodołowych  oraz w obszarze przyśrodkowych płatów skroniowych.
Zwykle jeden zabieg nie wystarcza, a nawrotu pojawiają się po kilku miesiącach.  Około połowa osób, u których wystąpiła poprawa, będzie miała nawroty depresji w ciągu następnego roku, z czego jedna trzecia w ciągu pierwszych 6 miesięcy. Niektórzy chorzy otrzymują 6 do 12 sesji w ciągu kilku tygodni. Oczywiście terapia elektrowstrząsami odbywa się pod kontrolą anestezjologa, podawane są leki rozluźniające mięśnie, a chory nie pamięta potem  zabiegu. W niektórych przypadkach obok elektrowstrząsów równolegle stosuje się farmakoterapię.  Same leki przeciwdepresyjne okazywały się pomocne jedynie u ok 30% osób z ciężką depresją, natomiast elektrowstrząsy były skuteczne u 50-70% chorych (1997  Acta Psychiatrica Scandinavia). Główne objawy niepożądane to zaburzenia pamięci głównie krótkotrwałej, wzrost ciśnienia tętniczego w trakcie zabiegu. Niekiedy może dojść do poważnych komplikacji jak migotanie komór, zatrzymanie akcji serca czy stanu padaczkowego. W żadnym z wielu badań nie odnotowano uszkodzenia strukturalnego tkanki mózgowej po elektrowstrząsach. Co bardzo ważne, elektrowstrząsy są jedyną bezpieczną metodą leczenia depresji w kobiet w ciąży we wszystkich trzech trymestrach.  Kobiety są również najczęściej leczone ta metoda, bo stanowią aż 70% chorych. Według zaleceń WHO elektrowstrząsy mogą być stosowane tylko u osób, które wyraziły świadomą zgodę na leczenie. Metoda ta nie może być użyta wbrew woli lub braku zgody chorego.
_ _ _ _ _ _ _ 
Elektrowstrząsy to najskuteczniejsza metoda leczenia ciężkiej lub lekoopornej depresji. Wymaga powtarzania zabiegów, a jej skuteczność jest krótkotrwała. Może być jako jedyna stosowana bezpiecznie u kobiet w czasie całej ciąży.

niedziela, 20 listopada 2016

Ranking uniwersytetów - czarny stan umysłu


Ranking uniwersytetów przygotowany przez QS World University Rankings 2016-2017 pokazuje, że światowa czołówka to uczelnie amerykańskie i brytyjskie, przedziela je jedynie będący na 8. miejscu uniwersytet ETH Zurich - Swiss Federal Institute of Technology. W rankingu pierwsze miejsce zajmuje amerykański Massachusetts Institute of Technology, dalej są Uniwersytety Stanford, Harvard i Cambridge. A oto wyniki polskich uczelni, najwyżej uplasował się Uniwersytet Warszawski miejsce 366, dalej jest Uniwersytet Jagielloński na pozycjach 431-440.  Ranking uwzględniał 6 kategorii: ocena środowiska akademickiego (40%), ocena pracowników uczelni (10%), liczba cytowań (20%), wskaźnik wykładowców na jednego studenta (20%), liczba międzynarodowych wykładowców (5%) i studentów (5%). Pośród uczelni z byłego bloku sowieckiego najwyżej znalazł się rosyjski  Lomonosov Moscow State University miejsce 108, najwyżej notowana niemiecka uczelnia to Technical University of Munich - 60 pozycja.  


                     Polskie uczelnie w QS World University Rankings 2016/17


















      Lista najlepszych uniwersytetów wg QS World University Rankings 2016-2017
























Ranking pokazuje, że bezkonkurencyjne są uczelnie anglosaskie, które zajmują czołowe lokaty. Uniwersytety z pozostałych krajów stanowią zaledwie tło dla szkół brytyjski i amerykański. Jednak skrajnie daleka pozycja polskich uczelni, dopiero w czwartej setce musi szokować. Czy stan polskiej nauki i szkół wyższych jest tak słaby czy to tylko niedoskonałość rankingu, który faworyzuje uczelnie anglosaskie? Niestety wyniki te są powtarzalne od lat i to bez względu na to, kto ten ranking opracował. Jest to prawda nad wyraz smutna i bolesna. Nie da się ukryć, że szkolnictwo w Polsce jest słabej jakości, zacofane I niedofinansowane. Ciągle króluje wiedza encyklopedyczna, wkuwanie na pamięć lub recytowanie książek, natomiast umiejętności logicznego myślenia, wyciągania wniosków, analizy danych czy myślenia interdyscyplinarnego są pomijane. Skoro jest diagnoza to warto przyjrzeć się jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy. 
Początek niszczenia  nauki i szkolnictwa rozpoczął się po II wojnie światowej światowej, a symptomatycznym momentem była ustawa z 1951 r. powołująca szczególną instytucję o nazwie Centralna Komisja Kwalifikacyjna. Instytucja ta miała za zadanie nadawać stopnie naukowe doktorom, habilitantom i profesorom. Decyzje podejmowała  centralnie i arbitralnie zgodnie z sowiecką myślą propagandową. Kadry dobierano tak, aby realizowały wizję polityczną, a nie merytoryczny. Już na najniższych szczeblach kadr naukowych począwszy od asystenta, adiunkta czy docenta dokonywał się dobór  kandydatów tak, by wiernie służyli sowieckiej propagandzie. Należy wspomnieć, że w dwudziestoleciu międzywojennym tytuły naukowe doktora czy profesora nadawane były przez uniwersytety jako instytucje naukowe i to one, a nie upolitycznione gremia centralne, kształtowały kadry naukowe. Przez 50 lat komunizmu, niszczono politycznie naukę polską i naukowców. Po 89. roku nic szczególnego się nie zmieniło, ta sama przewodnia myśl z okresu sowieckiego ma się bardzo dobrze. W 2003 r. zmieniono nazwę Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej na Centralną Komisja ds Tytułów i Stopni Naukowych. Oto jest cała zmiana. Warto wspomnieć że w znakomitym systemie anglosaskim nikt nigdy nie słyszał o tytule docenta czy habilitacji. Na uczelniach brytyjskich i amerykańskich tytuł profesora otrzymują osoby, które wykazały się znakomitym dorobkiem naukowym. Nie potrzeba politycznego komitetu naukowego, który będzie centralnie sterować nauką i naukowcami. Analizując skład osobowy Centralnej Komisji począwszy od lat dziewięćdziesiątych trudno zauważyć nowe twarze. Są to ciągle te same osoby, które przez dekady decydują kto awansuje i kto będzie wykluczony.
Kolejnym problemem, obok centralnego sterowania nauką, jest system organizacji uczelni oraz kadr naukowych. Po pierwsze, zarobki naukowców są tak marne, że główną ich aktywnością jest poszukiwanie dodatkowych dochodów. Zwykle są to dwie opcje, albo praca na kilku etatach, albo biegłość w pozyskiwaniu grantów. Żadne z tych dwóch rozwiązań nie sprzyja rozwojowi naukowemu i prowadzeniu zaawansowanych badań. Młodzi naukowcy rozliczani są z liczby publikacji oraz dorobku w postaci Impact Factor.  Gdy w rocznej ocenie aktywności naukowej dany naukowiec nie spełnią wymagań, to może zostać wyrzucony z uczelni.  Zatem atmosfera nie sprzyja klimatowi prowadzenia badań naukowych. Praca na uczelni to walka o utrzymania stanowiska i pogoń za godnymi zarobkami.
Smutna to prawda, że polskie uczelnie plasuje się dopiero w 4. setce uniwersytetów na świecie. Nauka to zawsze najbardziej subtelny wskaźnik zamożności społeczeństwo. Brak dobrych uczelni skutkuje tym, że państwo musi kupować technologie. To właśnie uniwersytety wychowują liderów, którzy pełnią wiodącą rolę we wszystkim dziedzinach życia publicznego. Gdy nie ma liderów nie ma elit, gdy nie ma elit wtedy rządzą masy.






sobota, 19 listopada 2016

Efekt Placebo w Depresji


Efekt placebo to potężny mechanizm biologiczny, który steruje wieloma procesami neuroimmunologicznymi. Nie wiadomo jednak jak dokładanie działa. Udowodniono występowanie pozytywnego sprzężenia zwrotnego w reakcji na badany lek, który tym lekiem nie jest. Natomiast występujące szkodliwego działania obojętnej biologicznie substancji to nocebo. Cały proces placebo zaczyna się w świadomości  osoby. Umysł koduje informację o otrzymywanym leku, który ma wyleczyć z choroby. Przekształca tę wiedzę na fizjologiczne reakcje poprzez aktywność neuroimmunologiczną, aż do najniższych poziomów molekularnych odpowiadających za ostateczny pozytywny efekt. 
Szczególnie w chorobach psychicznych placebo odgrywa interesującą rolę. W depresji, gdzie osłabieniu ulegają mechanizmy motywacji, nagradzania, radości można się spodziewać, że efekt placebo może występować rzadziej albo nie występować wcale. W depresji zaburzeniu ulegają procesy umysłowe, te same które odgrywają kluczową role w efekcie placebo.  Okazuje się jednak, że odpowiedź placebo w depresji występuje u około 20% osób (badania z lat 80-tych) , a liczba to wzrosła do około 35% na początku XXI wieku. Dla porównania poprawa po stosowaniu leków przeciwdepresyjnych w badaniach klinicznych w tym samym okresie wzrosła z 40 do 55%. Dane te świadczą o znaczącej roli placebo w możliwości leczenia depresji. Wobec wzrost odsetka placebo w badaniach, problemem staje się wykazanie różnic między testowanymi lekami a placebo przy zacierających się coraz bardziej różnicach. Nie jest to jednak dowód na to, że lek nie działa, a bardziej świadczy o sile efektu placebo.  W zaistniałej sytuacji wykonywane są badania  porównujące nowe leki z tymi ze starszej generacji a nie z placebo. Jest to obecnie wystarczająca metodologia badawcza wymagana do rejestracji leku. Wzrost odsetka placebo na przestrzeni dekad obserwowany jest również w innych chorobach psychicznych jak schizofrenia, choroba dwubiegunowa, jednak poza chorobami psychicznymi trend ten nie występuje. 
Interesujące, że w niektórych badaniach częstość placebo różniła się zależnie od metody oceny pacjentów. Gdy stosowano standardowy kwestionariusz oceny depresji Hamiltona to efekt placebo był wysoki, a gdy oceniano tylko subiektywną ocenę pacjentów efekt był  nieznaczny. Powodem różnic była prawdopodobnie presja firm farmaceutycznych, aby wykazać wyższość leku nad placebo. 
Depresja wbrew oczekiwaniom jest bardzo podatna na efekt placebo. Pokazuje to, że w tej chorobie umysłu, woli, chęci, braku radość kiedy na horyzoncie jest rzeczywista pomoc to umysł zdrowieje. Umysł, który programuje ciało może odmienić najpierw myślenie a potem przywrócić zdrowie.

piątek, 18 listopada 2016

Telefony komórkowe i guzy mózgu


Telefony komórkowe to niewątpliwie potężny skok cywilizacyjny. Zaczęto je produkować  w latach 80-tych poprzedniego wieku, a w kolejnej dekadzie były już powszechnie używane. Obecnie trudno znaleźć osobę, która nie korzysta z komórki. Wiadomym jest, że telefony komórkowe emitują pole magnetyczne, a gdy się znajdują blisko głowy to właśnie mózg absorbuje największą dawkę tego promieniowania. Czy ten proces jest groźny i czy zwiększa ryzyko wystąpienia guzów mózgu takich jak glejaki ?  W 2011 roku agencja IARC (International Agency for Research on Cancer ) stwierdziła na podstawie analizy epidemiologicznej, że ekspozycja na promieniowanie elektromagnetyczne o wysokiej częstotliwości zwiększa ryzyko guzów mózgu: glejaka i nerwiaka. W kolejnych latach przeprowadzono 6 dużych badań epidemiologicznych celem zbadania wpływu telefonów komórkowych na ryzyko guzów mózgu. W krajach nordyckich (Szwecja, Finlandia, Dania, Norwegia) nie stwierdzono istotnych różnic w zapadalności na glejaka w latach 1979-2008, podobnie było w Izraelu. W brytyjskim badaniu The UK Million Women oceniano wpływ telefonów komórkowych u osób używających urządzenia ponad 10 lat oraz u tych, którzy rozmawiają przez telefon kilka godzin dziennie. Nie odnotowano jednak różnicy w porównaniu z osobami, które w ogóle nie używały telefonów komórkowych. Wyniki przedstawionych badań w żadnym stopniu nie wykazały zwiększonego ryzyka występowania guzów mózgu u osób korzystających z telefonów komórkowych. Oczywiście w dalszym ciągu pozostają jednak pewne wątpliwości. Na przykład jaki może być okres utajnienia od ekspozycji na długotrwały pole magnetyczne do ujawnienia się nowotworu. Może się okazać, że skutki używania telefonów komórkowych wystąpią dopiero po kilku albo kilkunastu latach. Inna kwestia to badania  oceniające ryzyko występowania guzów mózgu zależnie od dawki, natężenia i czasu ekspozycji na pole magnetyczne. Jest to typowa metodologia stosowana podczas oceny bezpieczeństwa substancji pod kątem ryzyka rakotwórczego. Takie badanie w przypadku telefonów komórkowych jest duzym wyzwaniem,  gdyż trudno jest znaleźć grupę kontrolną, która nie używałaby wcale telefonów komórkowych. Jedyne co pozostaje to śledzić trendy epidemiologiczne częstości guzów mózgu w określonych odstępach czasu.
Podsumowując, na podstawie obecnych badań naukowych nie dowiedziano zwiększonego ryzyka występowania guzów mózgu u osób przewlekle używających telefonów komórkowych. Należy jednak zaznaczyć, że problem ten wymaga dalszych obserwacji.

środa, 16 listopada 2016

Aspartam słodki smak nowowtworu



Aspartam został zsyntetyzowany przypadkowo w 1965 r. przez Jamesa M. Schlattera pracującego dla firmy farmaceutycznej G.D. Searle & Company. Jest to sztuczny słodzik, który występuje w ponad 6 tysiącach produktów, w tym w 500 produktach farmaceutycznych. Na opakowaniach spożywczych oznaczany jest kodem E951. Agencja Żywności i Leków, FDA wydała zgodę na stosowanie aspartamu w suchych produktach w 1981, w napojach w 1983, a w 1996 we wszystkich produktach żywnościowych. W Europie aspartam został zaaprobowany w 1994r.  Chemicznie to związek zbudowany z dwóch aminokwasów - fenyloalaniny oraz kwasu asparaginowego oraz grupy metylowej, który rozkłada się m.in do groźnego metanolu.

Dopuszczenie aspartamu jako słodzika przez FDA przez wielu uważane jest jako największe oszustwo w historii tej organizacji. Badania na podstawie, których zarejestrowane aspartam są mocno krytykowane. Jest to szczególnie istotne w konfrontacji z nowymi wynikami przeprowadzonymi w Instytucie Ramazzi w Boloni w 2005 i 2006 roku. Autorzy dowiedli, że u szczurów występowało statystycznie większe ryzyko rozwoju raka płuca, wątroby, ale tylko u płci męskiej. Warto dodać, że Instytut Ramazzi jako pierwszy udowodnił rakotwórcze właściwości benzenu i azbestu. Główna różnica miedzy metodologią badań Instytut Ramazzi a tymi poprzednimi polegała na tym, że szczury umierały w sposób naturalny i wtedy oceniano  ryzyko rozwoju nowotworu. We wcześniejszych badaniach szczury obserwowano tylko przez 2 lata, jest jednak zgodne z zaleceniami OECD.

Dwa inne renomowane amerykańskie instytuty przeanalizowały  ryzyko nowotworów po ekspozycji na aspartam w badaniach retrospektywnych.  The Brigham and Women's Hospital and Harvard Epidemiological Study na grupie ponad 100 tys. pacjentów wykazało znaczące ryzyko wystąpienia nowotworów układu krwiotwórczego. Inne badanie, przeprowadzone w the National Cancer Institute, NCI na grupie  blisko 500 tys. osób nie potwierdziło tych wyników twierdząc, że aspartam nie powoduje zwiększonego ryzyka nowotworów. 
Zatem unikać czy nie unikać aspartamu. Problem pojawia się przy przewlekłym spożywaniu tej substancji, wtedy występuje efekt skumulowany i w świetle badań może prowadzić do nowotworu. Warto czytać jaka substancja słodząca jest w produkcie spożywczym i wybierać świadomie. Należy dodać, że niektóre kraje jak Japonia albo stan California wprowadziły znaczne restrykcje odnośnie aspartamu. Dodając do tego spiskowe informacje dotyczące samego procesu rejestracji tej substancji trzeba poszukać innej alternatywy. 

poniedziałek, 14 listopada 2016

My name is Trump, Donald Trump


Kim jest Donald Trump ? Odpowiedź jest prosta. Trump to jest biznes. Koniec z polityką, czas zacząć robić interesy. Trump na polityce się nie zna, ale za to umie robić pieniądze. Nowy biznes Trumpa to - USA, a jak wiadomo w każdym interesie liczy się zysk. Prezydent-elekt został szefem Rady Nadzorczej pod tytułem Republika USA. Jak wiadomo jedna z reguł  biznesu mówi,  że interes warto robić z mocnymi, a zarabiać na słabych. Dlatego sentymenty na bok słabi będą słabsi, a mocni mocniejsi. Wszystko co dobre dla świata musi być najpierw dobre dla Republiki USA. Mylą się Ci, co wzdychają do Prezydenta-Elekta i piszą listy z prośbą o prezenty jak do Świętego Mikołaja. Trump prezentów nie rozdaje, Trump robi interesy i to dobre interesy.



A kto się boi Trumpa? Boją się  Ci co mają coś do stracenia.  Po wyborach cała śmietanka  towarzyska strzeliła focha.  Nietykalny beton pogroził  palcem. Dlaczego? Elity są  przerażone, że utrwalony przez lata porządek polityczno-gospodarczy skończy się, a ich fortuny i wpływy runą jak MURY u Kaczmarskiego. Boją się beneficjenci starego porządku. Lęk narasta od dawna, pierwsza wpadka to referendum w sprawie Brexitu. Teraz drugie ostrzeżenie i wygrana Trumpa. Dwie wielkie demokracje i dwie wpadki, których nie przewidziały sondaże. Szok polega na tym, że to nie miało prawa się wydarzyć. A gdyby przyjrzeć się dokładniej to  już wcześniej zdarzyło się coś co pokazało jak upada stary porządek. To wybory prezydenckie w Polsce. Podobny scenariusz, podobne sondaże, a potem wybucha 'bomba' i beton płacze. Nad Wisłą lubią burzyć stare porządki, gorzej z budowaniem nowych. 
Dlaczego wygrał Trump, a nie Clinton? Przewaga nie była duża tylko ok 600 tys. głosów. Odpowiedzi na to pytanie udzielił sam Trump, mówiąc, że to nie była kampania wyborcza a RUCH SPOŁECZNY. Te wybory to początek nowej, piątej, a  właściwie już pierwszej władzy jaką są media społecznościowe. Tak to prawda - obecnie Facebook i inne portale społecznościowe mają większą siłę oddziaływania niż pozostałe formy władzy ustrojowej - wykonawcza, ustawodawcza, sadownicza czy radio i telewizja. Miliardy Clintonów razem z ich sławną Fundacją okazały się słabe wobec ruchu społecznego Trumpa. Dziś świat się zmienia, ludzie kreują rzeczywistość i w końcu ludzie wybierają prezydentów. 
Zarówno Trump jak i Clinton to liche kandydatury. Wybory były bardziej przeciw niż za. Jak my to dobrze znamy w Polsce. Jak powiedział Janusz Korwin-Mikke o wyborach prezydenckich w 1995 -  to wybór między dżumą a cholerą, tak podobnie było w 2016 roku w USA.  Dopiero po 21 latach Amerykanie dogonili Polskę.

czwartek, 3 listopada 2016

out-of-the-box thinking

Różnica między geniuszem a szaleńcem to sukces. Oboje myślą niekonwencjonalnie, oboje szukają rozwiązań niestandardowych. Na pewno w obu przypadkach konfrontacja z powszechnymi dogmatami systemu wymaga sporej odwagi.  Out-of-the-box thinking to proces  poszukiwania prawdy. Myślenie niekonwencjonalne podważa realizację z góry przyjętego programu. Szczególnie ważny jest program osobisty, zakodowany w podświadomości. Program ten, jak taśma magnetofonu zostaje zapisany we wczesnym dzieciństwie tj. do 6-7 roku życia, potem jest nieustannie odtwarzany w podświadomości. Świadome myślenie to około 5% codziennych decyzji reszta, czyli 95% to płyta podświadomości, która gra w tle każdego dnia.
Moment, w którym stare programy podświadomości zostaną zidentyfikowane i przez odpowiednie narzędzia zmienione to początek myślenia niekonwencjonalnego, czyli out of the box thinking. Program podświadomości to nie tylko scenariusz osobisty,  to również podświadomy program kolektywny, który dotyczy społeczności i narodów. Jeżeli program osobisty może zmienić osoba, to program kolektywny podlega zmianie przez wybitnych liderów, przywódców lub też wielkie wydarzenia - traumatyczne albo zwycięskie.
Poszukiwanie prawdy to zawsze wielka cnota, której towarzyszy moralność, a gdyby brnąc dalej można nawet stwierdzić, że to walka dobra ze złem. Niekonwencjonalne myślenie to często warunek sukcesu, który finalizuje zmaganie odkrywców. Jest to szczególnie ważne wśród naukowców. Ta grupa obdarzona jest szczególnym zaufaniem społecznym, posługując się wiedzą tłumaczy rzeczywistość i przyczynia się do postępu cywilizacji. Jednak jak pokazuje historia wiele odkryć naukowych szczególnie w medycynie nie miałoby miejsca, gdyby nie myślenie zgoła odmienne od konwenansu. Myśl tę  rozwinął  Sir Peter Medawar  w książce Republika Pluto. Najdelikatniej ujmując jego oksfordzki przekaz, należy stwierdzić, że to co najbardziej oczywiste i prawdziwe jest zwykle bardzo blisko, ale ustalone wcześniej dogmaty nie pozwalają tam sięgać. Jest to pułapka, w którą wpada mnóstwo naukowców. Jeszcze raz – niekonwencjonalne myślenie jest tylko dla wybranych, cena jaką trzeba zapłacić jest często wysoka i wymaga odwagi.
Niewiele się mówi dziś o nowych trendach w nauce. Choćby biologia i epigenetyka (Bruce Lipton) czy rezonans morficzny (Rupert Sheldrake). Może są to półprawdy albo sami  odkrywcy nie do końca  rozumieją z czym obcują, jednak historia nauki bardzo chętnie lubi zataczać koło ignorancji. Albo chociażby fizyka i tzw. elementarne stałe fizyczne, wielkie G grawitacji, które ma być stałe, a wiadomo, że stałe nie jest.

Out-of-the-box thinking to droga do geniuszu, ale to też droga do szaleństwa.



wtorek, 1 listopada 2016

Feudalny System Szpitalny

System profesorsko-ordynatorski występuje w większości krajów europejskich. Wyjątkiem są państwa anglosaskie, gdzie utworzono tzw. system konsultancki. 
System ordynatorski w Polsce w swojej twardogłowej postaci zakorzenił się w latach 50-tych ubiegłego wieku. Ustawa z 1951 roku wprowadziła system Radzicki  wraz z radziecką filozofią naukową. Jako, że medycyna to dyscyplina zaślubiona z nauką, to wykonywanie zawodu lekarza połączono ze stopniami naukowymi. W przeciwieństwie do sytemu konsultanckiego, gdzie profesorowie zajmują się nauką na uniwersytetach,  a lekarze leczeniem w szpitalach.  System Radziecki, niestety ciągle obowiązujący, zakłada, że kompetencje lekarza zależne są od liczby tytułów przed nazwiskiem. Co więcej, warunkiem wyboru na funkcje kierownicze jest posiadanie tytułu, a nie kompetencji w leczeniu. Przyjęto, że tytuł profesorski oznacza mistrzostwo rzemiosła lekarskiego. A co najciekawsze, jest to dogmat obowiązujący  w systemie ochrony zdrowia. Nie mają znaczenia umiejętności, kompetencje lekarskie, a ważny jest jedynie stopień naukowy. A tytuł zdobyć można w różny sposób, np. w naukach podstawowych, wykonując badania laboratoryjne na zwierzętach. Czy jest to jednoznaczne z uzyskaniem stopnia  mistrzowskiego w zawodzie lekarza? Oczywiście, że nie. 
Kolejna słaba strona systemu profesorsko-ordynatorskiego to zjawisko realnego feudalizmu. W systemie tym jest jeden szef, który rządzi i dzieli, reszta ma wykonywać polecenia i ma być posłuszna. To przecież esencja stalinizmu. Posłuszeństwo i uległość bez prawa do samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji. Dla porównania w systemie konsultanckim lekarz, który zdobył odpowiednie kwalifikacje, zdał wymagane egzaminy i został zatrudniony na posadzie konsultanta ma  leczyć samodzielnie. Nie potrzebuje ordynatora, który będzie wydawał polecenia. A w Polsce, lekarz specjalista w wieloletnim doświadczeniem musi pytać szefa o zdanie i leczyć jak Pan Profesor sobie życzy. W takiej sytuacji trzeba spytać jaki sens ma zdobywanie kwalifikacji specjalisty skoro system i tak nie pozwala samodzielnie myśleć. Może dlatego, że podejmowanie decyzji to odpowiedzialność i  ponoszenie konsekwencji. Łatwiej więc jest być posłusznym i uległym Szefowi, a w zamian nie ponosić odpowiedzialności. To właśnie jest stan umysłu - testament stalinizmu, który system ochrony zdrowia przyjął z głębokim pokłonem.

poniedziałek, 31 października 2016

Zarządzenie Ochroną Zdrowia



Ochrona Zdrowia to najtrudniejsza dziedzina w zarządzaniu. Wynika to z faktu, że wymyka się ona spod reguł gospodarki rynkowej. Ochrona  Zdrowia, jak sama nazwa mówi, zajmuję się zdrowiem, które nie może być traktowane jako produkt na sprzedaż. Nie spełnia ono bowiem warunku produktu rynkowego. Tu właśnie kryje się cała odrębność, esencja trudności i wyzwanie, które niesie ze sobą ochrona zdrowia. Zdrowie nie jest produktem, jest wartością i to nadrzędną.

 
Zarządzanie ochroną zdrowia w dużej mierze odnosi się do zarządzania ryzykiem. A ta umiejętność jest zarezerwowana dla najwybitniejszych menadżerów. Nie da się bez znakomitych kompetencji, właściwej wiedzy decydować o ochronie zdrowia, o czym można się przekonać obserwując poczynania Decydentów po roku 1989. Od tego okresu należy właściwie datować zarządzenie i realny wpływ na ochronę zdrowia, wcześniej była to jedynie marksistowska fikcja. 

 Po pierwsze, aby zarządzać i podejmować decyzje w ochronie zdrowia trzeba znać system od tzw. podszewki i co najważniejsze być spoza kręgu beneficjentów źle funkcjonującego systemu. Ochrona zdrowia w Polsce w głównej mierze finansowana jest z budżetu państwa, dodatkowe środki tzw. prywatne to orientacyjnie około połowy kwoty z budżetu. Należy zatem szacować, że jeżeli środki budżetowe to około 80 mld zł, to środki prywatne stanowią około 40 mld zł. Ta ostatnia kwota pokazuje, że społeczeństwo dość chętnie wydaje dodatkowe pieniądze na leczenie. Oczywiście znaczna większość tej dodatkowej kwoty to odpłatność za leki i pozaszpitalną opiekę zdrowotną. Środki prywatne przeznaczana na leczenie wewnątrzszpitalne to tylko parę procent z kwoty 40 mld. Świadczy to o małej zamożności społeczeństwa, które   jest wstanie ponosić tylko niewielkie dodatkowe koszty  leczenia per capita. Jednak uwzględniając powszechną, dużą chęć do ponoszenia tych dodatkowych  wydatków z własnej kieszeni, choć nawet niewielkich, to efekt skali powoduje, że stanowi to  połowę  środków przeznaczonych z budżetu państwa. Wniosek jaki można wyciągnąć z tych danych  jest następujący: 
 społeczeństwa w praktyce jest gotowe na współfinansowanie   własnego leczenia, co już realnie się dzieje, jednak nikt z  Decydentów nie chce powiedzieć o tym wprost i włączyć te środki   do finansowania ochrony zdrowia
Realna zmiana w finansowaniu ochrony zdrowia powinna zakładać, że pacjent korzystający z opieki zdrowotnej dodatkowo ponosi koszty, jednak tylko do pewnego limitu. Zakładając, że każda osoba codziennie wydaje pewne środki, czy to na jedzenie, czy media to takie same koszty powinna ponosić za każdy dzień pobytu w szpitalu oraz symbolicznie dopłacać do każdej  wizyty w poradni albo dopłacać do leków. Taki system funkcjonuje np. w Szwecji w kraju wybitnie socjalistycznym, gdzie zrozumiano, że nawet  wysokie podatki nie są w stanie pokryć wydatków na ochronę zdrowia, przy założeniu, że w Szwecji jest jeden z najlepszych systemów ochrony zdrowia na świecie. Należy zatem spytać czy lepiej nie płacić i mieć byle jaki system, na który wszyscy narzekają czy lepiej współfinansować ochroną zdrowia i mieć system,  który pacjenci będą chwalić?
W Polsce podejmowanie decyzji dotyczących ochrony zdrowia to, albo wkładanie głowy w piasek, albo o zakopywanie problemów pod dywan. Nikt nie chce powiedzieć wprost, że budżet nie jest wstanie udźwignąć wydatków na ochronę zdrowia, w taki sposób, aby zapewnić wysokiej jakości serwis dla pacjentów. Na podstawie decyzji z ostatnich lat widać, że celem numer jeden jest zapewnienie tak zwanej dostępności do ochronę zdrowia, czyli najbardziej anachroniczne socjalistyczne myślenie. Czyli ilość, a nie jakość. Dotychczas myślenie decydentów nie zmierzyło się z jakościowym podejściem do ochrony zdrowia.
Podsumowując największą bolączka ochrony zdrowia w Polsce jest brak wybitnych menadżerów  oraz uwikłanie systemu ochrony zdrowia w polityczną bierność...



niedziela, 23 października 2016

stan umysłu

Stan umysłu to ......



Stan umysłu to potężny i kluczowy mechanizm, który tworzy myśl, myśli rodzą emocje a te są przyczynkiem do działania. Percepcja rzeczywistości filtrowana jest przez stan umysłu w każdej chwili. Nie ma obiektywnej rzeczywistości jest tylko ta, która jest odbierana przez stan umysł. Zatem radosny umysł tworzy pozytywne myśli, potem emocje i finalnie twórcze działanie.  Od stanu umysłu zależy działanie pojedynczych osób. W każdym momencie decyzje podejmowane są w oparciu o wcześniej pojawiające się myśli.
Zdarzenie może wywoływać różne myśli, czasem całkowicie przeciwne u różnych osób. Zależy to od stanu umysłu. Jeżeli to co przynosi rzeczywistość warunkuje pozytywne emocje to pojawia się pozytywne myślenie i  dalej pozytywne działanie. Oczywiście ta forma procedowania jest właściwa dla normalnego umysłu tzn. zdrowego, potrafiącego reagować na zdarzenia w sposób empatyczny, umiejący wykorzystywać potęgę tak zwanych neuronów lustrzanych, będących kluczem do socjalizacji. Stan umysłu również jest motorem działań grup społecznych wraz z całym dziedzictwem poprzednich pokoleń oraz doświadczeń na tle historycznym. Umysł społeczny jest efektem występowania kolektywnej podświadomości czyli zakodowanych podprogowo doświadczeń, schematów i stereotypów grup społecznych powstałych na przestrzeni pokoleń. Stan umysłu kształtuje się w pierwszej kolejności w oparciu o doświadczenia rodzinne, potem edukacyjne, społeczne i narodowe. W efekcie występuje pewien bardzo charakterystyczny powtarzalny, spójny sposób postępowania i reagowania.

Stan umysłu jest utrwaloną formą programu,  który ulega realizacji lub też ma funkcję wykonawczą i w normalnych warunkach jest trudno modyfikowalny.

Ten suchy i nudny wstęp  pokazuje siłę umysłu, która oplata pojedyncze osoby oraz całe społeczności. Tłumaczy wiele 'dziwnych' zachowań, opinii i niestety działań, które wydają się być niezrozumiałe i nie powinny były się wydarzyć. To stan umysłu jest 'sprawcą' decyzji, które podejmują ludzie, politycy, decydenci, a prowadzą, nierzadko, do katastrofy. Są przyczyną porażek i nędzy. Nie chodzi tu o manipulację, marketing polityczny. To zupełnie inne mechanizmy, które mają za zadanie manipulować umysłami, ale nie o tym tu mowa. Stan umysłu to zaprogramowany stan, który reaguje w sposób znany, oczekiwany na zdarzenie. Eksperyment Milgramma, z lat 60-tych poprzedniego wieku pokazał mechanizm, który istotnie wpływa na stan umysłu i prowadzi do decyzji, które na początku nie miały prawa być podjęte. To proces desensytyzacji lub odwrażliwiania, który powoli zmienia proces myśli, emocji i decyzji.