poniedziałek, 31 października 2016

Zarządzenie Ochroną Zdrowia



Ochrona Zdrowia to najtrudniejsza dziedzina w zarządzaniu. Wynika to z faktu, że wymyka się ona spod reguł gospodarki rynkowej. Ochrona  Zdrowia, jak sama nazwa mówi, zajmuję się zdrowiem, które nie może być traktowane jako produkt na sprzedaż. Nie spełnia ono bowiem warunku produktu rynkowego. Tu właśnie kryje się cała odrębność, esencja trudności i wyzwanie, które niesie ze sobą ochrona zdrowia. Zdrowie nie jest produktem, jest wartością i to nadrzędną.

 
Zarządzanie ochroną zdrowia w dużej mierze odnosi się do zarządzania ryzykiem. A ta umiejętność jest zarezerwowana dla najwybitniejszych menadżerów. Nie da się bez znakomitych kompetencji, właściwej wiedzy decydować o ochronie zdrowia, o czym można się przekonać obserwując poczynania Decydentów po roku 1989. Od tego okresu należy właściwie datować zarządzenie i realny wpływ na ochronę zdrowia, wcześniej była to jedynie marksistowska fikcja. 

 Po pierwsze, aby zarządzać i podejmować decyzje w ochronie zdrowia trzeba znać system od tzw. podszewki i co najważniejsze być spoza kręgu beneficjentów źle funkcjonującego systemu. Ochrona zdrowia w Polsce w głównej mierze finansowana jest z budżetu państwa, dodatkowe środki tzw. prywatne to orientacyjnie około połowy kwoty z budżetu. Należy zatem szacować, że jeżeli środki budżetowe to około 80 mld zł, to środki prywatne stanowią około 40 mld zł. Ta ostatnia kwota pokazuje, że społeczeństwo dość chętnie wydaje dodatkowe pieniądze na leczenie. Oczywiście znaczna większość tej dodatkowej kwoty to odpłatność za leki i pozaszpitalną opiekę zdrowotną. Środki prywatne przeznaczana na leczenie wewnątrzszpitalne to tylko parę procent z kwoty 40 mld. Świadczy to o małej zamożności społeczeństwa, które   jest wstanie ponosić tylko niewielkie dodatkowe koszty  leczenia per capita. Jednak uwzględniając powszechną, dużą chęć do ponoszenia tych dodatkowych  wydatków z własnej kieszeni, choć nawet niewielkich, to efekt skali powoduje, że stanowi to  połowę  środków przeznaczonych z budżetu państwa. Wniosek jaki można wyciągnąć z tych danych  jest następujący: 
 społeczeństwa w praktyce jest gotowe na współfinansowanie   własnego leczenia, co już realnie się dzieje, jednak nikt z  Decydentów nie chce powiedzieć o tym wprost i włączyć te środki   do finansowania ochrony zdrowia
Realna zmiana w finansowaniu ochrony zdrowia powinna zakładać, że pacjent korzystający z opieki zdrowotnej dodatkowo ponosi koszty, jednak tylko do pewnego limitu. Zakładając, że każda osoba codziennie wydaje pewne środki, czy to na jedzenie, czy media to takie same koszty powinna ponosić za każdy dzień pobytu w szpitalu oraz symbolicznie dopłacać do każdej  wizyty w poradni albo dopłacać do leków. Taki system funkcjonuje np. w Szwecji w kraju wybitnie socjalistycznym, gdzie zrozumiano, że nawet  wysokie podatki nie są w stanie pokryć wydatków na ochronę zdrowia, przy założeniu, że w Szwecji jest jeden z najlepszych systemów ochrony zdrowia na świecie. Należy zatem spytać czy lepiej nie płacić i mieć byle jaki system, na który wszyscy narzekają czy lepiej współfinansować ochroną zdrowia i mieć system,  który pacjenci będą chwalić?
W Polsce podejmowanie decyzji dotyczących ochrony zdrowia to, albo wkładanie głowy w piasek, albo o zakopywanie problemów pod dywan. Nikt nie chce powiedzieć wprost, że budżet nie jest wstanie udźwignąć wydatków na ochronę zdrowia, w taki sposób, aby zapewnić wysokiej jakości serwis dla pacjentów. Na podstawie decyzji z ostatnich lat widać, że celem numer jeden jest zapewnienie tak zwanej dostępności do ochronę zdrowia, czyli najbardziej anachroniczne socjalistyczne myślenie. Czyli ilość, a nie jakość. Dotychczas myślenie decydentów nie zmierzyło się z jakościowym podejściem do ochrony zdrowia.
Podsumowując największą bolączka ochrony zdrowia w Polsce jest brak wybitnych menadżerów  oraz uwikłanie systemu ochrony zdrowia w polityczną bierność...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz